Był niezwykle upalny sierpień, wielkimi krokami zbliżało się wesele mojego przyjacie-la, szykowała się świetna zabawa, był tylko jeden szkopuł. Zostałem zaproszony z osobą towarzyszącą, a ja byłem wówczas sam. Mając dobrze w pamięci tego typu imprezy z po-przednich lat, gdzie każdy przychodził z parą i bawił się właściwie tylko i wyłącznie ze swo-im partnerem, uznałem, że samotny kawaler nie ma tam czego szukać. Nie chcąc przez całą noc tkwić samotnie przy stole popijając wódkę poprosiłem o po-moc siostrę, ona dobrze wiedziała czego mi trzeba, już następnego dnia przyniosła mi kar-teczkę na której zapisany był numer jej koleżanki z pracy. - Marzena to bardzo fajna dziewczyna powiedziała jeżeli chcesz z nią pójść to mu-sisz do niej zadzwonić. Nie będę robiła wszystkiego za ciebie, radzę ci zrobić to szybko bo dziewczyna jeszcze się wacha. Wziąłem zwitek papieru, widniało na nim imię i numer telefonu. Nie znałem tej Marze-ny, nie wiedziałem kim ona jest, jak wygląda. Nikt chyba nie przepada za tego typu sytuacja-mi, umówić się z osobą, o której nic nie wiadomo. Przez całe popołudnie walczyłem sam ze sobą nie wiedząc, co robić, zwitek papieru le-żał na biurku, czekając, aż zechcę zrobić z niego właściwy użytek. Zająłem się swoją pracą, szkice i plany rozłożyłem na blacie, wertowałem stertę papierów, usiłując dopasować do sie-bie wszystkie elementy. Zajęcie nudne i wyczerpujące. W dodatku nie byłem w stanie skupić się na swoim zadaniu, bo cały czas moje myśli i wzrok podążały w stronę karteczki z nume-rem telefon. W końcu nie wytrzymałem, wziąłem telefon, podniosłem słuchawkę i wykręci-łem numer. Po trzech sygnałach, wreszcie ktoś odebrał. - Słucham to był miękki, przyjemny kobiecy głos kto mówi? Dziewczyna wydawała się nieco zaskoczona. - Cześć powiedziałem mam na imię Daniel. Na moment zapanowała cisza, nie wiedziałem co powiedzieć, ona też, nie bardzo wie-działa co począć. W końcu rzekłem: - Dostałem twój numer od mojej siostry wypaliłem szukam pary na wesele. - A, jesteś bratem Karoliny? upewniła się dziewczyna. - Tak, właśnie czy pójdziesz ze mną idę na ślub mojego kolegi i nie mam pary
- Wiem jak to jest zaśmiała się też kiedyś to przerabiałam. Z chęcią pójdę na to we-sele. - świetnie ucieszyłem się w takim razie musimy się umówić rzekłem chciał-bym cię trochę poznać
Może spotkamy się na kawie? W słuchawce zapanowała cisza, nieznajoma chyba zastanawiała się co zrobić. - W porządku wreszcie odpowiedziała masz jutro czas o siódmej? - Tak, może w kafeterii, tej na rynku? - Dobrze. - Jak cię rozpoznam? - Nie musisz, wiem jak wyglądasz, twoja siostra pokazał mi wasze fotografie. Następnego popołudnia pełen obaw poszedłem na umówione spotkanie, w kawiarence niebyło na szczęście zbyt wiele osób, w dodatku większość stanowiły pary. Na wszelki wypa-dek, gdybym nie mógł jej znaleźć, trzymałem w kieszeni komórkę z zapisanym numerem. Zająłem stolik, wziąłem menu, i beznamiętnie śledziłem jadłospis. Z zamyślenia wyrwał mnie przyjemny, kobiecy głos. - Cześć. Mam na imię Marzena. Spojrzałem na nią, była śliczna. Blondynka o niebieskoszarych oczach, miała krótkie, natapirowane włosy, lekko garbaty nosek i zmysłowe usta. Ubrana była w czerwoną bluzkę na ramiączka i obcisłe dżinsy. Strój podkreślał jej zgrabną figurę. Podniosłem się z krzesła uścisnąłem jej dłoń. - Daniel przedstawiłem się. Zamówiliśmy kawę, rozmowa zadziwiająco dobrze się nam układała, gadaliśmy o wszystkim, pracy, znajomy, swoich planach na przyszłość. Siedzieliśmy w kafejce aż do za-mknięcia. Umówiłem się z nią, że przyjadę do jej domu. Przyszedł dzień ślubu, na dworze panował upał, słońce grzało bardzo mocno, koszmarna duchota sprawiała, że nie było czym oddychać. Założyłem najlepszy garnitur, nową koszulę i krawat. Wylałem na siebie cały flakonik perfum. wynajętym samochodem pojechałem po nią. Poszedłem do drzwi i zapukałem, otworzyła mi Marzena, jej wygląd zaparł mi dech w pier-siach. Miała na sobie czarną sukienkę z ramiączkami, przed kolano i eleganckie szpilki z od-krytymi palcami na niewysokim obcasie. Kreację uzupełniała przeźroczysta, niebieska apasz-ka, zarzucona niedbale na ramiona. ślub wypadł dobrze, państwo młodzi byli nieco spięci, ksiądz kilka razy przejęzyczył się. Po za tym wszystko poszło jak spłatka. Przyjęcie weselne odbyło się w świetlicy internatu szkolnego, za miastem, wokół tylko dębowy las i łąki. Internat mieścił się na pagórku, nieco niżej była obłożona kamieniami sa-dzawka. Sala balowa okazała się duszną świetlicą bez klimatyzacji, surowe wnętrze, mimo dekoracji wciąż przypominało niemrawą szkolną aulę. Tradycyjnie rozpoczęło się od toastów i szampana, potem przyszedł czas na obiad i wreszcie rozpoczęła się zabawa. W ruch poszły kieliszki i szklanki, kolejne toasty były coraz bardziej rubaszne i dowcipne, mimo panującej spiekoty wszyscy bawili się świetnie. Orkiestra czuwała nad przebiegiem imprezy organizując konkursy i zabawy towarzyskie. Wypity alkohol, pomagał w rozluźnieniu się, po kilku godzi-nach wszyscy pozdejmowali sztywne marynarki, krawaty i żakiety, tańce i wygłupy rozgorza-ły na dobre. Mimo gorąca zabawa była przednia, nie przeszkadzał już nikomu wścibski kame-rzysta, pchający się wszędzie ze swoją kamerą. Usiedliśmy przy stole po kolejnym szybkim kawałku by odsapnąć nieco, wówczas or-kiestra zagrała Schody do nieba. Marzenka zaczęła kołysać się w takt utworu, wolna nieco melancholijna piosenka brzmiała pięknie. - Zatańczymy? zapytałem. - Tak odparła lubię ten utwór. Wyszliśmy na parkiet, objąłem jej biodra, ona zarzuciła mi ręce na szyi, spokojnie za-częliśmy kołysać się w rytm muzyki. Mocno przytuleni, ściśle przylgnęliśmy do siebie, wi-działem jej nagie ramiona i szyję, ona położyła głowę na moim torsie. Czułem jej rozgrzane upałem ciało napierające na moje przez cienki materiał sukienki, cudowny zapach perfum, zmieszanych z potem. Jej skóra była wilgotna i gorąca. Muzyka przestała grać, a my wciąż się kołysaliśmy. - Chodźmy się przewietrzyć zaproponowała. Z chęcią przystałem na jej prośbę, wyszliśmy przed budynek. Noc była ciepła i spokoj-na. Z sali balowej dochodziły stłumione dźwięki muzyki i rozmów, na pobliskiej łące świersz-cze urządzały swój własny koncert. Bezchmurne niebo zdobiły setki tysięcy gwiazd, wieki okrągły księżyc oblewał srebrnym blaskiem okolicę, roztaczając dyskretny urok na drzewa, łąkę i zabudowania. Szliśmy betonowym chodnikiem w kierunku wejścia do internatu. Wziąłem ją pod rękę. - Jak ci się podoba wesele? spytałem - Jest świetnie, ale to gorąco było już męczące zmarszczyła lekko nosek. - Tak wiem, też już nie mogłem wytrzymać. - Wiesz, cieszę się, że zadzwoniłeś stanęliśmy, popatrzyła mi w oczy od dawna chciałam cię poznać. Odkąd twoja siostra przyniosła do pracy wasze fotografie. Dużo też mi o tobie opowiadała. - Naprawdę odparłem nieco zaskoczony ja też się cieszę uśmiechnąłem się z początku nieco się bałem, wiesz, nie wiedziałem kim jesteś. Ale kiedy ujrzałem cię
Jesteś śliczną, wspaniałą dziewczyną. Przez chwilę staliśmy wpatrując się w siebie, z fascynacją. W świetle księżyca Marzena wyglądała cudownie. Jej odkryte ramiona i szyja wydawały się bardzo ponętne, widziałem jak piersi poruszają się pod cienkim materiałem sukienki w rytm jej przyspieszonego oddechu. Oczy dziewczyny, jasne, błyszczące wyrażały podniecenie. Nie wiem do końca co sprawiło, że zrobiliśmy to, co zrobiliśmy. Może wypity alkohol, magia tej ślicznej nocy, pragnienie bliskości drugiej osoby, wywołane widokiem szczęśliwej młodej pary. Pocałowałem ją, gorąco namiętnie, nasze usta złączyły się delikatnie muskając wargi. Przytuliłem się do niej mocno, czułem dłonie Marzeny krążące po plecach i ramionach, moje ręce spoczęły na jej tali, palce delikatnie gładziły pupę. Nie mogliśmy oderwać się od siebie. Całowałem ją namiętnie, wpierw pieściłem ucho, delikatnie przygryzając małżowinę, potem szyję, jej wilgotna, zroszona potem skóra pachniała wspaniale. Moje ręce błądziły coraz śmielej po jej ciele, delikatnie muskałem odkryte plecy, druga ręka spoczęła na nodze dziewczyny, masując udo. Ustami schodziłem coraz niżej, wpierw ramiona, potem dekolt, ostrożnie zsunąłem ramiączko sukienki. Cicho westchnęła gładząc ręką moje włosy. Z czarnego, bawełnianego stanika wymuskałem pierś. Mym oczom ukazała się delikatna, brązowa brodawka, zacząłem muskać ją lekko, oplatać językiem. Pod wpływem pieszczot sutek stwardniał i naprężył się. Nagle usłyszeliśmy jakiś hałas. Rozejrzałem się, jeden z gości wyszedł z sali i krążył chwiejnym krokiem po podjeździe, paląc papierosa. - Nie tutaj szepnęła. Szybko poprawiła ubranie. Chciałem za wszelką cenę kontynuować naszą zabawę, go-rączkowo poszukiwałem miejsca, gdzie w samotności, bez skrępowania i niepotrzebnych ga-piów moglibyśmy poddać się namiętnym igraszkom. Popatrzyłem na ciemne okna budynku mieszkalnego. Był środek wakacji, personel szkoły przebywał na urlopie, nie było uczniów, internat o tej porze roku stał zupełnie pusty. Wziąłem ją za rękę i ruszyliśmy w stronę dwupiętrowego budynku, frontowe drzwi były zamknięte, ale ktoś pozostawił otwarte okno balkonowe na parterze. Nie było rzeczą trudną wdrapać się do środka, okno zaczynało się pół metra nad ziemią, od dołu znajdowała się me-talowa barierka sięgająca na wysokość parapetu. Pomogłem wejść Marzenie, następnie sam wdrapałem się do pokoiku. Wnętrze prezentowało się dosyć surowo. Znajdowały się tam trzy tapczany, tyle samo szafek, stolików i lampek nocnych. Marzena położyła się na jednym z łóżek wspięła na łokciach. - No chodź szepnęła z uśmiechem. Drugi raz nie musiała powtarzać, zdjąłem koszulę i położyłem się przy niej. Zaczęliśmy całować się chciwie, namiętnie pieścić, wzajemnie masować ciała. Jej dłonie krążyły po mo-ich plecach, delikatnie muskały łopatki, ramiona, potem pas, by w końcu spocząć na poślad-kach. ściągnąłem ramiączka sukienki odkrywając koronkowy stanik, skrywający piersi. Roz-pięła zamknięcie, uwolniłem jej brodawki z usztywnionych miseczek. Chciwie i namiętnie masowałem dłońmi jej sutki, pieszcząc jednocześnie ustami kark. Odrzuciła głowę do tyłu i mruczała cichutko. Przymknęła powieki, poddając się bez reszty rozkoszy. Zadarłem do góry sukienkę dziewczyny, miała na sobie czarne, koronkowe figi, prze-chodzące w cienki paseczek na pośladkach. Przez półprzeźroczysty materiał prześwitywały krótkie włoski łonowe. Delikatnie odchyliłem koronkę, okrywająca jej szparkę, była tam cie-pła i wilgotna. Krocze i uda Marzenki był śliskie i lepkie za razem, od cieknących soków. Rozpiąłem rozporek i wyciągnąłem penisa, od dłuższej chwili napierał na spodnie, sztywno, gotowy do działania. Rozchyliła nogi, wyglądała uroczo z kolanami uniesionymi w górę i norką, odsłoniętą spod cieniutkiego paseczka bielizny. Wdrapałem się na nią, przez chwilę główka penisa ocierała się o mokre wargi sromowe, drażniła łechtaczkę, by wreszcie, gwał-townie wedrzeć się do jej wnętrza. Marzena jęknęła, wyprężyła plecy, wypinając biodra jak najdalej mogła, szeroko rozchyliła nogi i zaczęła mocno napierać na mojego misia. Przez cały czas czułem delikatny zapach potu, mieszający się z wonią kobiecych per-fum, łagodny, subtelny, za razem zmysłowy i obezwładniający. Wchodziłem w nią dziko, namiętnie, wpychając penisa aż po nasadę. Ona poruszała biodrami, reagując westchnieniem na każde pchnięcie. Jej ręce obejmowały, czule gładziły moje biodra. Patrzyłem na twarz Ma-rzeny, wyrażającą podniecenie i pożądanie. Miała przymknięte oczy, z lekko rozchylonych ust dobywały się ciche lecz przepełnione pasją i pożądaniem jęki. Odchyliła głowę do tyłu i przymknęła oczy, Jej jędrne piersi falowały beztrosko przy każdym naszym ruchu. Poczułem jak obejmuje mnie nogami, jej łydki oplatały mój tyłek. Poruszaliśmy się obydwoje, szybko, gwałtownie w jednym tempie. W końcu nadszedł orgazm, dziewczyna wyprężyła się, wypychając biodra, głośno jęk-nęła i opadła na łóżko. Zdążyłem wyjść z niej w ostatniej chwili, spory ładunek spermy oblał jej podbrzusze, cipkę i uda. Marzena przeciągnęła się leniwie, lubieżnie mrucząc, roztarła rękoma moje soki po no-gach i łonie, nie przejmując się białymi, lepkimi plamkami na bieliźnie i sukience. Położyła rękę pod głowę. - Chcę jeszcze wyszeptała. Rozłożyła nogi zapraszająco. Klęknąłem pomiędzy jej udami, delikatnie palcami krąży-łem po kroczu. Jej cipka wyglądała wspaniale, wygolona, tylko trochę króciutkich włosków na łonie. Mokra, lśniąca i śliska, zsunąłem jej majtki, przesiąknięty sokami materiał pachniał pożądaniem. Moja dłoń masowała delikatnie wargi sromowe, potem łechtaczkę. Twarz mia-łem ledwie kilka centymetrów od wilgotnej norki. Wkładałem palce do środka, rozcierając delikatnie soki rozkoszy po jej kroczu i brzuszku. Marzena chwyciła mnie za głowę i pokaza-ła czego pragnie, przyciskając me usta do swojej cipki. Wpierw złożyłem na szparce dziewczyny namiętny pocałunek, westchnęła wyprężając biodra. Potem przejechałem językiem po wargach, zatapiając jego koniuszek w jej wnętrzu. W końcu zacząłem pieścić łechtaczkę. Wpierw lekko muskać językiem, potem lizać jak ko-tek. Dłonie dziewczyny łagodnie obejmowały mą głowę, delikatnie tarmosiły włosy, jej bio-dra żywo reagowały na każdą z pieszczot. Poruszały się z każdą chwilą coraz szybciej. Ma-rzena wiła się na łóżku mrucząc lubieżnie, wyprężona jak struna leniwie wzdychała. Na prze-mian lizałem i ssałem jej perełkę, jęki i westchnienia stawały się coraz głośniejsze, aż przy-szedł orgazm, dziewczyna wypięła się zastygła na moment w bezruchu, głośno westchnęła, jej biodra zatańczyły szaleńczo, by po chwili opaść na łóżko. Oddychała głęboko, jej piersi falowały w dzikim tempie westchnień. Wspiąłem się wy-żej całując każdy centymetr jej ciała, wpierw wzgórek łonowy, potem brzuszek, dłonie zata-czały kręgi na biodrach i pasie. Docierałem z pieszczotami coraz wyżej, mój język delikatnie muskał spoconą skórę dziewczyny, wpierw tuż pod żebrami, mostek, wreszcie brodawkę, chciwie i wulgarnie krążyłem językiem wokół jej sutków, raz liżąc je, to znowu delikatnie przygryzając. W końcu dotarłem do ust. Nasze wargi złączyły się, lekko muskały w delikat-nym, lecz namiętnym pocałunku. Nie mieliśmy jeszcze dosyć, wciąż chcieliśmy cieszyć się wspólną zabawą, Marzenka przekręciła się na brzuch, stanęła na czworaka i wypięła zalotnie pupę, uklęknąłem za nią, szybko doprowadziłem penisa do postawy stojącej i wszedłem w nią od tyłu. Jej pośladki, mokre od śluzu, wyglądały wspaniale, błyszczały się niesamowicie w dyskretnym świetle lampki. Nabijała się wulgarnie, z rozmysłem na moją pałę. ściągnięta sukienka, zwinięta w okolicy pasa wyglądała jak cienka przepaska. Mogłem podziwiać jej plecy, wyprężony grzbiet, łopatki, ramiona, szeroko rozstawione ręce podtrzymujące obręcz barkową. Całe ciało mojej kochanki, poruszało się płynnie i dynamicznie, przy każdym pchnięciu, żywo reagując na rozkosz. Wsunąłem rękę pomiędzy nogi dziewczyny, i delikatnie drażniłem opuszkami palców łechtaczkę. Głośno wzdychała, czując dłoń wprawiającą w drżenie jej perełkę. Z każ-dym kolejnym pchnięciem jej gesty, ruchy stawały się bardziej spontaniczne, żywiołowe, kręciła biodrami jak oszalała. Żałowałem jedynie, że nie mogę podziwiać jej piersi, tańczą-cych, w dzikim szaleńczym tempie. Nabijała się na mój pal coraz mocniej i ostrzej, aż wresz-cie jej ciałem wstrząsnął kolejny orgazm, wyciągnąłem z pochwy penisa i oblałem moim nek-tarem jej pupę. Opadliśmy zmęczeni na skotłowane łóżko, w powietrzu zapach naszych spoconych ciał mieszał się z wonią perfum i soków miłości. Zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek, po czym ubraliśmy się i wróciliśmy na salę balo-wą. Spora część gości się wykruszyła, orkiestra grała jakąś wolną melodię, na parkiecie kilka par, przytulonych do siebie pląsało, spokojnie. Parę osób siedziało za stołami dokańczając weselną wódkę. - Gdzie byliście zaczepiła nas moja siostra dlaczego nie było was na oczepinach? Zmierzyła wzrokiem mnie i Marzenę, wypieki na twarzach, zmięte, pogniecione i nie dopięte ubrania wymownie wskazywały na to, co z nami się działo. Nic nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się do nas porozumiewawczo. - Chodź kochanie zawołała swojego chłopaka. Kiedy przyszedł zarzuciła mu ręce na szyję i powiedziała: - Daniel i Marzenka właśnie wrócili ze spaceru. Noc jest cudowna, my też może chodźmy się przejść.