Sex Planeta
Zaloguj się | Pomoc | Nie masz konta? - Rejestracja!
Sex Planeta
Kategorie
Amatorki (1861)
Anal (3083)
Anime (580)
Azjatki (652)
BDSM (404)
Bikini (371)
Bisex (26)
Blondynki (2703)
Brunetki (1635)
Ciąża (54)
Creampie (351)
Dojrzałe (672)
Faceci (76)
Fetysze (1521)
Fisting (126)
Geje (257)
Głębokie Gardło (515)
Hardcore (6107)
Interracial (665)
Laski (2428)
Latynoski (321)
Lesbijki (1111)
Mamuśki (1621)
Murzynki (594)
Nastolatki (4141)
Oral (6094)
Orgie (382)
Owłosione (427)
Pissing (78)
Polskie (151)
Pończochy (1371)
Połykanie (276)
Puszyste (476)
Rajstopy (172)
Rude (794)
Sex Grupowy (1857)
Shemale (210)
Squirting (119)
Stare (139)
Stopy (141)
Wielkie Cycki (3503)
Wielkie Kutasy (269)
Wysokie Obcasy (1119)
Wytryski (6158)
Zabawki (1920)
Znane (196)
Sexplaneta.pl » Opowiadania » Przed egzaminem
Przed egzaminem
Dodano: 13.06.2008 09:10
Przez: Sylwunia
Cholera! - Gosia nie mogła się powstrzymać, aby nie zakląć. Siedziała nad tą pracą już od kilku dni, a termin ścigał ją nieubłaganie. Kończyła właśnie liceum plastyczne i na zakończenie musiała oddać pracę, która miała zdecydować o jej być, albo nie być w świecie artystycznym. Najgorsze było to, że kompletnie nie wiedziała, co powinna namalować, skoro już na tę technikę się zdecydowała. Martwa natura wydawała się prosta i banalna. Wiedziała, że zdecyduje się na nią dopiero w ostateczności. Krajobrazy nie pociągały jej artystycznie, zresztą, co tu namalować? Widok z okna na trzecim piętrze na las w oddali? Łąkę z kwiatami? Gosia była już bliska rozpaczy. Co robić, co namalować? Czyżby nie nadawała się na artystkę? Przecież tak kocha plastykę. Praktycznie już od dziecka rysowała, najpierw po ścianach, co nie wywoływało aplauzu rodziców, a potem już normalnie na kartkach. Z roku na rok jej styl się poprawiał, kreślone linie stawały się coraz pewniejsze i akuratne. Rysowała kiedy tylko mogła: w domu, na lekcjach, na wakacjach. Nic dziwnego, że za poparciem rodziców, którzy bardzo doceniali jej starania, po ukończeniu podstawówki zdała do szkoły plastycznej. Zamieszkała razem ze swoim bratem, który studiował na uniwersytecie i był od niej starszy o osiem lat. Mieszkanie w nowym bloku należało do Marcina. Zasada była prosta: żyjemy razem i nie wchodzimy sobie w drogę. Gosia zajęła duży pokój. Rozłożyła swój warsztat i zaczęła tworzyć. Doskonaliła się coraz bardziej. Zdecydowanie najlepiej wychodziły jej grafiki i portrety. Była w tym po prostu mistrzynią. Tworzone przez nią dzieła były bardzo realistyczne, oddawały całą prawdziwą rzeczywistość. Nic dziwnego więc, że nauczyciele bardzo ją chwalili. Pokładali w niej wielkie nadzieje, a to zobowiązywało do wysiłku z jej strony. Dlatego też nie mogła sobie pozwolić na oddanie byle jakiej pracy. Znała swoją cenę i nie chciała się wykpić byle czym. Najgorsze było jednak to, że w parze z ambicjami nie szły pomysły, które można by było przelać na płótno. I to cały czas nie dawa ło Gosi spokoju.

- Szlag by to trafił! Jeśli zaraz czegoś nie wymyślę to dostanę szału. Przecież nie będę malować słoneczników! Kurwa, Gośka, skup się! Wymyśl coś!

Rzuciła się na swój materac, który zastępował jej łóżko i zapaliła kolejnego papierosa. Jak nigdy nic nie przychodziło jej do głowy. Robiło się już późno. Marcin nie wracał. Pewnie miał jeszcze jakieś zajęcia, albo zarabiał właśnie udzielaniem korepetycji z angielskiego. Ta cisza ją rozpraszała. Nie mogła się skupić na myśleniu. Wstała więc i podeszła do wieży. Długo nie mogła się zdecydować na wybór odpowiedniej płyty, ale w końcu włożyła do odtwarzacza płytę Madonny. Z głośników popłynął ulubiony utwór Małgosi: "Frozen". Dziewczyna zdjęła buty i bosa zaczęła tańczyć, wyginając swoje kształtne i delikatne ciało w rytm muzyki.

Małgosia była bardzo piękną dziewczyną. Dostrzegali to wszyscy z jej otoczenia. Była średniego wzrostu, miała czarne włosy, orzechowe oczy i rumianą cerę. Jej twarz emanowała jakimś dziwnym spokojem i dobrocią, jednocześnie czuło się płynącą z jej serca miłość do wszystkich i wszystkiego. Jako artystka patrzyła na świat inaczej, niż to czynią zwykli ludzie. Miała swój własny kanon piękna i może dlatego wydała się jednemu z kumpli Marcina nieprzystępna, kiedy zjawił się u niego na "parapetówce". Owszem, zamienili ze sobą parę zdań, ale rozmowa jakoś im się nie kleiła, więc ją przerwali. Mimo to Piotr stwierdził, że Gosia ma w sobie to "coś", co go zawsze pociągało u dziewczyn. Nigdy jednak nie potrafił dokładnie określić, co to było. Piotrek zresztą zawsze był w stosunku do kobiet dziwny. Jednak Gosia bardzo mu się wtedy spodobała. I nie tylko jemu.

Tańczyła tak, jak łabędź w słynnym "Jeziorze", nie słuchając już właściwie tekstu, a jedynie wczuwając się w rytm ballady. Przed jej zamkniętymi oczami przesuwały się różne obrazy. Czasami miały one sens, czasami były kompletnie bzdurne. Nie odpędzała ich lecz pozwalała płynąć, ufając, że wyobraźnia pomoże jej w pracy, że uda jej się coś wymyślić. Tak tańcząc sunęła po całym pokoju. W pewnym momencie potrąciła stojącą na jej drodze wielką metalową beczkę, w której przechowywała, zwinięte w rulony, swoje ukończone prace. Beczka przewróciła się i narobiła potwornego hałasu. Mimo, że nic się nie stało, Gośka rzuciła się z płaczem na swoje legowisko. Ta nie zaczęta praca nie dawała jej spokoju. Nerwy Małgosi były w strzępach, więc niewiele brakowało, aby wybuchła. Leżała tak kilka chwil i pozwalała płynąć łzom.

Z odrętwienia wyrwał ją dzwonek do drzwi. Zapominając o nie wyschniętych jeszcze łzach na policzkach, poszła otworzyć, wyłączając po drodze muzykę. Za progiem stała dziewczyna Marcina - Kasia.

- Hej! - powiedziała. - Jest Marcin?

- Cześć Kati. Nie, Marcina nie ma i nie mam najmniejszego pojęcia, kiedy ten wariat wróci. Ale proszę cię, wejdź.

- Nie będę ci przeszkadzać?

- Nie wygłupiaj się, właź.

Kaśka weszła do środka. Zdjęła kurtkę i powiesiła na wieszaku, wypisz - wymaluj jak ze sklepu odzieżowego. Potem przeszła do pokoju Gosi, która postępowała zaraz za nią.

- Sorry za ten bałagan, ale przeżywam właśnie mękę twórczą. Nie mogę znaleźć odpowiedniego tematu i już trafia mnie szlag.

- To dlatego płakałaś? Widziałam, że masz załzawione oczy. - Kasia odwróciła się przodem do przyjaciółki - Jest aż tak niedobrze?

- Ja już nie mogę! - ryknęła wciąż jeszcze nie uspokojona Gośka. - Od trzech dni tak już siedzę i nic mi nie przychodzi do tego pieprzonego łba. Muszę namalować dojrzałą pracę na zakończenie, a nie mam zielonego pojęcia, co. Ja się chyba na to nie nadaję. Pomóż mi, może ty wymyślisz coś mądrego. Ja już nie mam sił.

- Rany, Gosiu, nie płacz. Przecież jesteś wspaniałą artystką. Tak pięknie malujesz. Na pewno coś wymyślisz.

Kasia podeszła bliżej do Małgosi i przytuliła ją. Gosia była ciut wyższa od swojej koleżanki i w ogóle obie były jak ogień i woda. Kasia była dziewczyną żywiołową, radosną, "lekko prowokującą" jak to określał Piotr. Wszędzie jej było pełno, jej blond włosy tylko migały w powietrzu, bo ich właścicielka musiała być wszędzie i wszystko wiedzieć. Jej wadą było jednak to, że zawsze bardzo się przejmowała tym, co mówią o niej inni. Brała to sobie bardzo do serca i ogromnie przeżywała, chociaż jej najbliżsi przyjaciele: Aga i Piotr tłumaczyli jej na wszystkie możliwe sposoby, żeby tak nie postępowała. Kasia była też ogromną panikarką. Każdy egzamin przypłacała potwornym stresem, wmawiając sobie, że jest tępa, niczego nie potrafi i na pewno obleje. Mimo tego oboje jej przyjaciele uważali ją za człowieka "do rany przyłóż" i kochali, z wzajemnością zresztą. I tym razem zadziałał u Kasi jej instynkt opiekuńczy.

- Proszę cię, uspokój się. Zaraz coś poradzimy. Chodź teraz do łazienki, umyj twarz, a ja zrobię nam coś do picia. Wypijesz herbaty i zobaczysz, lepiej się poczujesz.

- Uhmm... - wychlipała Gosia i poszła się umyć.

Po chwili obie już siedziały w pokoju i piły herbatę. Małgosia straciła swój wisielczy humor i uspokoiła się. Zaczęła się nawet uśmiechać. Na ten widok Kasi zrobiło się ciepło na sercu. Widok jej roześmianej twarzy, iskrzących oczu i odsłoniętych zębów działał na nią jak pieszczota. Jednak rozmowa toczyła się wciąż wokół nie zaczętej pracy malarskiej.

- Pamiętasz, kiedyś pokazywałaś mi swoje grafiki. Tak bardzo mi się one wtedy podobały, szczególnie te z portretami twoich znajomych. O, raju! Przecież ty możesz namalować czyjś portret! Na pewno będzie fantastyczny obraz! Masz taki talent. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłaś?

- Boże, masz rację! Że też na to nie wpadłam! - powtórzyła dziewczyna za Kasią. To mógłby być... hmm... może akt? W życiu jeszcze czegoś takiego nie malowałam. Ale można spróbować. Dzięki, wiedziałam, że na ciebie mogę liczyć. Tak, namaluję właśnie coś takiego.

Małgosia znów nastawiła muzykę. Myśl o namalowaniu czyjegoś portretu i to w dodatku aktu napawała ją nieopisaną radością. W głowie zaczęły się jej układać obrazy: ktoś leży, ktoś siedzi albo stoi. Nagość całkowita, przysłonięta. Miała nagle tyle pomysłów. Z głośników znów popłynęło "Frozen" . Dziewczyna zaczęła kołysać się w rytm muzyki przeciągając ręce wzdłuż ciała, skręcając tułów tak, aby wpasować się w rytm. Po chwili podeszła do siedzącej wciąż na materacu Kasi i pociągnęła ją do siebie. Kasia wstała i przyłączyła się do niej próbując naśladować jej ruchy. Z początku tańczyły osobno, jakby ta druga wcale nie istniała, zatracając się w dźwiękach piosenki. Dopiero z upływem czasu zbliżyły się do siebie i objęły ramionami. I tak tańczyły dalej i dalej.

- No tak, - przypomniała sobie nagle Małgosia - ale ja przecież nie mam żadnego modela. Kogo będę malować? - to mówiąc popatrzyła w oczy Kasi.

- A co będziesz w końcu malować? - zainteresowała się ta druga.

- Zdecydowałam się na akt. Ej! A może ty byś mi pozowała?

- Ja? W życiu! Po pierwsze ja się krępuję, a po drugie to mam wstrętne ciało. Nie!

- Proszę cię, zgódź się - Małgosia nie ustępowała.

- Nie! Jeszcze ktoś to zobaczy i mnie rozpozna. Ale byłby wstyd.

- Zapewniam cię, że nikt tego nie będzie oglądał. Tylko moi profesorowie. A w ogóle to namaluję to tak, że nie będzie ciebie nic widać. Proszę cię, zgódź się. Bądź kochana. Please!

Kasia nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Bała się dać uwiecznić całkiem naga, aby inni mogli to zobaczyć, ale z drugiej też strony to mogłoby być interesujące i podniecające przeżycie. Jeszcze kiedy Małgorzatka tak bardzo ją prosiła... Nie wiadomo, czy sprawiła to jej podświadomość, chęć poznania czegoś nowego, czy bliskość Małgosi, ale wreszcie zgodziła się. Właściwie była prawie pewna, że czyni słusznie.

- Dobrze, zgadzam się - powiedziała - ale pod jednym warunkiem: Marcin nie zobaczy tego portretu, dobrze?

- Bądź spokojna. Raju, to fantastyczne! - ucieszyła się malarka i z radości pocałowała ją.

- To kiedy zaczynamy? Czy mam się jakoś umalować? - Kasia wczuwała się w rolę.

- Nie, nie, nie! Nie maluj się. To ma być naturalne, wszystko. A zacząć możemy choćby już zaraz.

- Już? Tak od razu?

- No! Rozbierz się tutaj, a ja przygotuję szkicownik. Aha! Zrobimy najpierw kilka rysunków na próbę. Dobra?

Kasia zaczęła się rozbierać, ale im więcej z siebie zrzucała, tym bardziej traciła tę ogromną pewność siebie, którą miała jeszcze chwilę przedtem. W końcu, kiedy została już w samej bieliźnie stanęła niezdecydowanie nie wiedząc, czy ma się rozbierać dalej, czy ubrać natychmiast z powrotem. Mimo ogromnego upału na dworze, przeszedł ją zimny dreszcz, jak gdyby to był środek zimy, a nie początek upalnego czerwca. Stała tak, patrzyła na przygotowującą się do rysowania Małgosię i nie wiedziała, co dalej.

- Nie mogę... - wydusiła z siebie wreszcie.

- Dlaczego? - Małgosia odłożyła przygotowane właśnie przybory i podeszła do niej. - Krępujesz się mnie? Ale proszę, zrób to dla mnie, przecież ja jestem dziewczyną, nie będę patrzeć na ciebie jak Piotras czy Marcin. No, a co robisz, kiedy idziesz do lekarza? Przecież przed facetem się rozbierasz. Udawaj więc, że ja jestem nim.

- Nie da rady, ja chodzę do kobiety - uśmiechnęła się krzywo Katarzyna.

- No to tym lepiej.

- Tak, ale ty to co innego. Czuję się trochę nieswojo.

- Wiem, co ci pomoże! Chcesz, napijemy się dla rozluźnienia. Właściwie to kiedy się rozbierałaś mi też zrobiło się trochę nieswojo. Czego chcesz?

- Żubrówkę masz?

- Zaraz sprawdzę, chyba raczej nie... - Małgosia zanurkowała w swojej szafce pełniącej rolę barku - Aaa! Jest! Moja kochana!

Wyciągnęła dwie literatki, napełniła do trzech czwartych wysokości, jedną podała wciąż zmieszanej Kasi, a drugą wzięła sama.

- No to za co pijemy? - spytała.

- Za rozluźnienie obyczajów - Kaśka zażartowała ze swej obecnej sytuacji.

Stuknęło szkło i obie upiły dobrze ponad połowę. Wypity trunek rozlał się miłym ciepłem po ich ciałach, zapiekł w żołądku i podrapał w gardło. Zaświeciły im się oczy, na twarze powrócił uśmiech. Alkohol podziałał rewelacyjnie na nastrój. Dziewczyny jeszcze raz trąciły się szklaneczkami i dopiły resztę do dna.

- Oh, jakie to dobre - oblizała się Kasia. - Nalej jeszcze.

- Nie, wystarczy. Jeszcze mi się ululasz i kto mi będzie pozował? Potem.

- Przepraszam cię, ale chyba mnie lekko wzięło. To gdzie mam stanąć?

Młoda malarka podprowadziła swoją modelkę do wielkiego, okrągłego, dębowego stołu. Stół ten służył jej jako biurko i jednocześnie warsztat pracy. Był cały czarny, stał na jednej, solidnej nodze, a jego blat był całkowicie pokryty śladami twórczego wysiłku właścicielki. Wciąż jednak sprawiał wrażenie zabytku prosto z epoki Ludwika "któregośtam". Gosia poklepała dłonią blat:

- Właź na górę i usiądź.


- Przecież to się zaraz przewróci! - przeraziła się Kasia.

- O, na pewno nie. Żebyś ty wiedziała, co się tu na tym stole kiedyś wyrabiało... - na samo wspomnienie o tym zamknęła oczy i uśmiechnęła się. Można się było jedynie domyślać, tego, o czym myślała.

- No dalej. Ściągaj to z siebie. Chcę cię ujrzeć nagą. - ostatnie zdanie wymówiła tonem podekscytowanego kochanka czekającego na ten wspaniały moment, kiedy będzie mógł zobaczyć swoją ukochaną przybraną tylko w swoją nieskazitelną urodę.

Kasia, podniecona wypitym alkoholem odpięła stanik i ściągnęła figi. Była naga.

- Podoba ci się moje nastoletnie ciało? - spytała Gośki czerpiąc cytat z "Psów".

- Ty stara... - tamta chciała jej odpowiedzieć podobnie jak natenczas Linda, ale ugryzła się w język. To był tekst nie na miejscu. Zamiast tego szepnęła z zachwytem: - Jezu! Jaka ty piękna jesteś!

Kasia, jak małe dziecko, kiedy jest chwalone uśmiechnęła się i zrobiła słodziutką minkę. Nie było ani krzty przesady w tym, co powiedziała o niej Małgosia, chociaż Kasia zawsze uważała, że piękna nie jest. Była cudowna. Niski wzrost natura wynagrodziła jej w dwójnasób. Jej delikatne, o ciemnej karnacji, ciało było niesamowicie proporcjonalne. Wspaniałe ramiona i barki brały początek z cudownej łabędziej szyi. Każda jej pierś potrzebowała do objęcia dwóch męskich rąk. Obie sterczały do przodu ostro zakończone dużą brodawką. Na taki widok oniemiałby nawet Piotr, który twierdził, że nie ma kobiety piękniejszej nad jego ukochaną Cindy Crawford. Dalej, po cudownych krągłościach, następował idealnie płaski brzuch z zaznaczonymi delikatnie mięśniami, co było wynikiem treningu na siłowni. Pośrodku tej równiny znajdował się pępek, mały i kształtny. Jego czeluść jakby zapraszała "Chodź, całuj i pieść mnie!" Krągłe, płaskie i jędrne pośladki musiały przyciągać na ulicy wzrok nie jednego faceta, który z pewnością w myślach już miał je w rękach. Długie, jak na średniego wzrostu osobę, nogi przypominały te z wielkich billboardów, na których modelki reklamują cieniutkie jak mgiełka pończochy; kończyły się one smukłymi stopami o małych, kształtnych paluszkach. Aż dopraszały się, aby wziąć je do rąk i poddać najbardziej podniecającym pieszczotom. Jednak tym, co najbardziej przykuło wzrok młodej artystki, było to, co znajdowało się, albo raczej powinno znajdować, pod wzgórkiem łonowym. U każdej kobiety w tym miejscu rośnie gęsta kępka włosów o kształcie trójkąta. U Kasi tego brakowało. Całe łono i okolice najbardziej intymne miała wygolone do czysta. Widać było róż tego miejsca, które jest źródłem tylu przyjemnych doznań, kiedy dzieli się je z ukochaną osobą. Oczy Gosi otworzyły się szeroko:

- Jesteś tam ogolona?

- Uhm... - zawstydziła się naga piękność.

- Wiesz, nie pomyśl o mnie źle, ale to bardzo podniecające - niewiadomo dlaczego, Gosia rozpięła kilka guzików bluzki.

- I to jeszcze jak. Szczególnie podczas golenia - Kasia znów zrobiła słodką minkę, z jakiej słynęła.

- No, ale zaczynajmy - Małgosia powstrzymywała jak mogła narastające podniecenie.

* * *

Pracowała już ponad trzy godziny. Co jakiś czas wydzierała kartkę i zaczynała szkicować na czystej. Po podłodze walały się jej prace. Jedne rysunki były ukończone, z całą postacią modelki, inne tylko zaczęte, bez szczegółów, rysów twarzy i cieni. Kilka szkiców było tylko zarysem postaci Kaśki siedzącej w różnych pozycjach na stole. Na początku miała siedzieć "po turecku". Później jej portrecistka kazała jej zgiąć jedną nogę i przyciągnąć do brody, podczas gdy druga leżała zgięta na blacie. Innym razem świeżo upieczona modelka leżała płasko na stole, na plecach bądź na brzuchu i podpierała się rękoma tak, że jej piersi unosiły się niewysoko nad powierzchnią mebla. Siedziała przodem, bokiem i tyłem. Było to prawie jak na sesji fotograficznej. Katarzyna wyzbyła się już swojego początkowego wstydu i praktycznie nawet o tym nie myślała. Patrzyła to na szkicującą ją Małgosię, to za okno albo rozglądała się po pokoju. Za każdym razem jednak z ciekawością przyglądała się rysunkom rzucanym przez zapracowaną artystkę na podłogę. Na szkicach widać było piękną dziewczynę o bajecznym biuście i rysach twarzy Afrodyty. Gdyby rysunki te brać serio, to modelka musiałaby być Miss Uniwersum. "Co też ona maluje? Przecież to nie jestem ja. Nikt nie ma takiego ciała jak tu." Przez Kasię przemawiały kompleksy na punkcie własnego ciała, którego piękna nigdy nie ośmieliła się dostrzec, mimo zapewnień Piotra, że jest zupełnie odwrotnie. W ogóle Piotr był Kaśką zafascynowany. Przede wszystkim kochał w Kasi wspaniałego towarzysza i przyjaciela, bo też i traktował ją jak kumpla, a nie koleżankę. Oczywiście, jako "dziewiętnastowieczny gentleman", jak go określiła wychowawczyni w liceum, zawsze starał się jednak okazywać swej ulubionej towarzyszce rozmów i puszczanych dymków kurtuazję i pewne należne jej względy. Był wobec niej zupełnie szczery i nie miał żadnych tajemnic. Co prawda, od czasu do czasu troszkę się sprzeczali, ale nie na tyle, aby zerwać znajomość. "Co ja zrobię bez ciebie?" narzekał Piotr. Tak się do Kasi przywiązał, że nie dopuszczał do siebie nawet myśli, że zbliżają się wakacje i będą musieli się rozstać.

Jednak te trzy godziny w końcu dały się Katarzynie we znaki. Była coraz bardziej znużona. Miała dość siedzenia na twardym stole w bezruchu.

- Hej, Gocha! - próbowała zwrócić na siebie uwagę. - Może byśmy już skończyły? I tak zarysowałaś już cały blok.

- Słucham? - dziewczyna obudziła się jakby z letargu. - A tak. Kończymy. Dziękuję ci. Jesteś cudowną modelką. Może chcesz coś na rozgrzanie?

- Żubrówkę? - podchwyciła Kasia złażąc ze stołu.

- Ty tylko byś chlała, alkoholiczko.

Nalała żubrówkę do szklaneczek i odstawiła pustą butelkę. Obie trąciły się szkłem:

- No, a za co teraz pijemy?

- Ja piję za ciebie. W szkole na zajęciach malowałam wiele aktów, ale jeszcze nie miałam tak pięknej modelki, jak ty. Jesteś bardzo piękna - dotknęła delikatnie pleców Kasi, otoczywszy ją ramieniem i przesunęła rękę w dół tułowia - taka delikatna.

Była jakby w letargu. Patrzyła na nagie ciało przyjaciółki i coraz bardziej narastało w niej podniecenie. Dotykała jej ciała i nie mogła tego opanować. Wreszcie się opamiętała:

- Boże, co ja wyrabiam! Rany, przepraszam cię. To nie to, co myślisz! - krzyknęła i wybiegła z pokoju.

Kasia ubrała się. Wciąż była zarumieniona pod wpływem alkoholu, usłyszanych na swój temat komplementów i tych delikatnych, prawie niewinnych, ale jednak podniecających, pieszczot przyjaciółki. Poszła ją szukać. Małgosia była w pokoju swojego brata. Siedziała skulona na jego łóżku i przyciskała do siebie poduszkę. Kiedy Kasia weszła do pokoju odwróciła się do niej plecami.

- Nie mogę ci spojrzeć w oczy. Co ja narobiłam? Pewnie myślisz teraz, że jestem jakąś pieprzoną lesbijką? Ale ja nie chciałam. To tak samo wyszło. Przecież nie jestem zboczona. Tylko ty tak na mnie podziałałaś. Strasznie cię przepraszam. Proszę cię tylko, abyś się na mnie nie obrażała. To się więcej nie powtórzy, przysięgam.

To szczere wyznanie ostudziło gorączkę Kaśki. Usiadła przy dziewczynie na łóżku i zaczęła ją głaskać po głowie:

- Nie przejmuj się, nic takiego się nie stało. Rozumiem cię, ja też pewnie tak bym zrobiła. Ja też się często przytulam do innych, chociaż nie ze wszystkimi lubię to robić. I nie martw się, nie będę się obrażać. Musimy przecież dokończyć twój obraz. Wiesz, takie siedzenie i pozowanie nago jest bardzo podniecające i miłe. Próbowałaś kiedyś to robić?

Zapytana zaprzeczyła kręcąc głową. Obróciła się do Kasi i mocno uściskała.

- No, już lepiej. Wiesz, co? Jak skończymy ze mną, to ja ciebie namaluję, zgoda? A teraz chodźmy potańczyć.

Po chwili znów popłynęły z głośników ulubione kawałki obu dziewczyn, a one tańczyły ze sobą oddając się we władanie melodii.

Dzikie, nieokiełznane i wolne; chcące wyszaleć się właśnie teraz, kiedy jeszcze nie są z nikim związane, kiedy trwają ich najlepsze młodzieńcze lata. Chciały pić, palić, tańczyć, kochać, być kochanymi, bawić się i robić rzeczy, których normalnie się nie robi. Chciały dać upust marzeniom i najdzikszym fantazjom. Wykorzystać swój najlepszy czas, aby zdobyć wrażenia, które będą wspominać kiedy już się ustatkują, staną odpowiedzialne za różne sprawy. Kiedy dorosną. Kiedy się zestarzeją. Potem pamięć zastąpią pożółkłe fotografie, na których będą tylko twarze bez imion i nazwisk. Kiedy będzie wiadomym tylko jedno: z tą osobą uczyłam się na studiach. Tego kochałam. Oni byli moimi najbliższymi przyjaciółmi. Z tą dziewczyną łączyło mnie uczucie.

W tych czasach, już nikt nie będzie przyjeżdżał na spotkania roku bo wszyscy będą zajęci własnymi sprawami. Czasem w telewizji powiedzą, że ten a ten został odznaczony przez prezydenta, albo zajął ważne stanowisko. Można się będzie uśmiechnąć i powiedzieć do dzieci i wnuków: "Znałam go. To był dobry kolega." Potem o sobie będzie się czytać w nekrologach: "Mój Boże. To on umarł? Nigdy mu nie powiedziałam, że był moją miłością. A teraz on już nie żyje. Kto następny?" Na koniec dzieci wyniosą niepotrzebne fotografie i papiery, skrzętnie zbierane za życia ich właściciela, na strych, gdzie pokryje je kurz, a później zjedzą myszy. I tak na zawsze zginie pamięć o tych cudownych latach, kiedy człowiek robił to, co tylko chciał:

"Było nas trzech, w każdym z nas inna krew,

ale jeden przyświecał nam cel:

za kilka lat mieć u stóp cały świat,

wszystkiego w bród.

Alpagi łyk i dyskusje po świt.

Niecierpliwy w nas ciskał się duch.

Ktoś dostał w nos, to popłakał się ktoś.

Coś działo się."

* * *

Na kolejną sesję dziewczyny umówiły się na weekend. Marcin miał jechać w góry na wspinaczkę gdyż był zamiłowanym alpinistą i nigdy nie zostawał w domu na rozpoczęcie sezonu wspinaczkowego. Taki już był, lubił ryzyko, i w górach, i w miłości. Z żadną dziewczyną nie był dłużej, niż pół roku. Po prostu szybko mu się nudziły, a on był przecież "sportowcem". Nie myślał o sobie jako o łamaczu serc. Właściwie, pod maską czułości był szorstki dla swoich partnerek tak, aby nie miały wątpliwości, co je może w przyszłości czekać. Gdyby jednak którejś przyszło do głowy od niego odejść do innego, zniszczyłby ją wszelkimi dostępnymi mu środkami. To on ustanawiał reguły i to on decydował o początku i końcu znajomości. Mimo to był w swoim środowisku bardzo lubiany. Piotr miał co do Marcina jednak pewne wątpliwości. Nie był pewien, czy Marcin za jego plecami nie nabija się z niego. Starał się być dla niego miły, lecz wiedział przecież, jaki Marcin jest. On sam mu to powiedział. To kłóciło się z poglądami Piotra, ale w końcu dał sobie spokój. To w końcu nie była jego sprawa jak on postępuje w stosunku do dziewczyn. Oprócz dwóch: Kaśki i Ali. Ale co miał robić? Powiedzieć prawdy nie mógł, a odbijanie dziewczyn nie leżało w jego naturze. Patrzył więc, cierpiał i miał nadzieję, że tamte dwie są szczęśliwe.

* * *

Kasia i Małgosia miały więc przed sobą całe trzy dni tylko i wyłącznie dla siebie. Kasia zjawiła się u przyjaciółki wieczorem. Przytargała ze sobą śpiwór i butelkę żubrówki. Powitały się serdecznie na progu mieszkania i od razu zaczęły plotkować, jak to między dziewczynami zwykle bywa. Przegadały tak kilka godzin, dopijając do dna żubrówkę, paląc i tańcząc. Właściwie była to taka dwuosobowa prywatka. Około jedenastej w nocy, kiedy obie kładły się już spać (Małgosia w swoim pokoju a Kaśka u jej brata) rozpadało się i zaczęło grzmieć. Na burzę zanosiło się już od kilkunastu dni, upały były nie do wytrzymania. Piotrek wyprorokował potworną burzę z piorunami. Zawsze tak mówił, gdyż uwielbiał taką pogodę. Być może miał jakieś satanistyczne skłonności, bo lubił wtedy stać w oknie i wpatrywać się w błyskawice. Jednak burza to było coś, co przerażało Kasię. Bała się jej panicznie od czasu, kiedy pewnego razu obudziła się podczas burzy w nocy i gra świateł utworzyła przed nią złowrogą postać jakiegoś demona. Przeraziła się wtedy śmiertelnie i choć teraz wiedziała, że nie ma się czego bać, zawsze jednak drżała na samą myśl o strzelających piorunach. Tak było i tym razem. Dziewczyna stanęła na progu pokoju przyjaciółki i drżącym głosem spytała:

- Mogę spać z tobą? Boję się burzy.

- Oczywiście skarbie - wyszeptała z czułością Gosia. - Tylko nie wiem, czy będzie ci ze mną wygodnie. No i uprzedzam, że podobno chrapię.

- O chrapanie mi nie chodzi. Po prostu boję się spać sama.

Kasia położyła się obok Małgosi, nakryła śpiworem i próbowała zasnąć. Niestety, mimo upływu czasu nie udawało jej się to. Rzucała się po swojej części materaca, kładła z boku na bok. Na koniec zrzuciła z siebie okrywający ją śpiwór i skulona w kłębek usnęła. Miała niespokojny sen tej nocy. Śniły jej się wszystkie te rzeczy, które ciążyły jej na duszy, tak, jakby odzywało się jej sumienie, chociaż niczego złego nie zrobiła. Wreszcie obudziła się rano zlana zimnym potem. Okazało się, że Małgosia już nie śpi, leżała przy niej na boku i gładziła ją po włosach. Wpatrywała się przy tym w jedno miejsce. Kasia podążyła za jej wzrokiem: podczas nocnego "wędrowania" po łóżku jej piżama zsunęła się nieco uwidaczniając piękne ciało. Cały brzuch i fragment wzgórka łonowego, wciąż gładko wygolonego. Kasia speszyła się i obciągnęła niesforne rzeczy. Gosia szybko odwróciła spojrzenie, jakby chciała pokazać, że ciało jej modelki w ogóle jej nie interesuje. Milczały obie.

Rozgadały się dopiero później. Zjadły śniadanie i poszły do pobliskiego supermarketu na zakupy. Uzupełniły zapas chleba, papierosów i alkoholu przy tym nie oszczędzały też na słodkościach.

- Uważaj z tą czekoladą, bo mi się roztyjesz, a ja nie jestem Rubens, aby malować grube cielska - żartowała Małgosia.

- Wiesz, - mówiła już po powrocie do domu - jestem ci bardzo wdzięczna za to, że zgodziłaś się mi pomóc. Wiem, że ciężko jest ci się przede mną rozebrać, a tym bardziej siedzieć tyle czasu bez ruchu, więc strasznie ci dziękuję i pozostanę twoją dłużniczką do końca życia.

- Ależ nie ma problema - tym razem Kasia zacytowała ulubione powiedzenie Piotra. - Nie powinnyśmy już zaczynać? Tyle jeszcze pracy przed tobą.

- Masz rację. Trzeba ruszać.

- Pozwól mi tylko wejść pod prysznic na chwilkę i możemy się brać do roboty, dobrze?

Kiedy Kasia wyszła z łazienki zastała swoją portrecistkę w pełni przygotowaną do pracy. Małgosia ubrana była w kitel, który kilka lat temu można było nazwać białym, a dziś znajdowała się na nim mieszanka wszystkich możliwych kolorów. Kitel nabrał tych barw od wycierania w niego pędzli, co Gosia czyniła stale i namiętnie, wkładając w to czasem nawet własną inwencję twórczą, chociaż odpowiednia szmatka leżała tuż obok. Z daleka wyglądało to na tkaninę o tęczowej barwie, którą, niewiadomo dlaczego, przerobiono na strój ochronny, a nie na sukienkę. Na środku pokoju stały rozstawione sztalugi, obok na stołku leżały farby, pędzle i terpentyna. Miejsce, gdzie miała pozować znajdowało się pod oknem w dachu, co dawało dodatkowy efekt świetlny. Na tle ciemnoczerwonej, prawie purpurowej, kotary stał znany jej już okrągły stół, na blacie którego miała usiąść. Młoda malarka nadała jej obmyśloną wcześniej pozę: Kasia miała prawe kolano podciągnięte pod brodę, które obejmowała ręką, druga noga, zgięta jak w siadzie "po turecku" spoczywała swobodnie na blacie. Gosia odeszła trochę do tyłu i przyjrzała się modelowi. Coś jej w tym obrazie nie pasowało. Po chwili podeszła do Kaśki i kazała się jej obrócić do niej lewym profilem tak, aby widzieć z boku jej piersi. Coś jej jednak wciąż przeszkadzało. Po chwili uprzytomniła sobie, że za dużo widać ciała Kasi, więc okryła ją jeszcze przez pierś błękitną szarfą tak, aby wyglądała na opuszczony woal. Zaczęła pracować. Na początku lekkimi pociągnięciami pędzla namalowała delikatne kontury przyszłego dzieła. Potem przyszedł czas na stworzenie tła, słońce pięknie odbijało swoje promienie w atłasie wiszącym za Kasią. Świecąc z góry tworzyło wokół dziewczyny jakby aureolę. Małgosia zafascynowana tym nowym efektem chciała uchwycić tę piękną grę świateł i cieni, które dodawały jej pracy pewnej tajemniczości, a z powodu koloru tkaniny także trochę pikanterii. Zaplanowała sobie, że ten obraz nie będzie czymś zwyczajnym, co robiła do tej pory. Zmuszała się do użycia maksimum swoich umiejętności i posiadanej wiedzy, aby końcowy efekt zadowolił i ją, i komisję egzaminacyjną, i, co teraz wydawało się dla niej najważniejsze, aby spodobał się Kasi. Nie obchodziło ją już właściwie, co powie komisja, ale Kasia miała być zachwycona. To miało być dla niej podziękowanie.

* * *

Praca trwała już kilka godzin. Siedzącą na stole Kasię zaczęły boleć wszystkie stawy, szczególnie dokuczał jej kręgosłup od ciągłego siedzenia w wyprostowanej pozycji, ale znosiła to wszystko ze spokojem. Bardzo fascynowała ją twórczość Małgosi i chciała, aby obraz był udany, a dziewczyna ukończyła szkołę z wyróżnieniem, w co nie wątpiła. Po za tym bardzo Małgosię lubiła. Kiedy ją poznała, od razu przypadły sobie do gustu: lubiły podobną muzykę, miały podobne spojrzenie na świat, a nade wszystko kochały tego samego faceta: Marcina. Obie nie bały się prowokować i często można je było zobaczyć tańczące razem na imprezach. Kasi zaczęło się już powoli nudzić takie siedzenie bez ruchu, nie śmiała się jednak poruszyć. Wpatrywała się w świat za przeciwległym oknem i cierpiała od słońca padającego jej na plecy. Co chwilę spływał po nich strumyczek potu i wzdłuż kręgosłupa trafiał na pośladki napawając dziewczynę lekkim, podniecającym dreszczem. Czasami pozwalała sobie na zerknięcie w kierunku zapracowanej Małgosi. Widziała wtedy młodą, piękną dziewczynę patrzącą to na nią, to na rozpięte na sztalugach płótno, mieszającą farby i cały czas malującą. Małgosia malowała wkładając w tę twórczość całą swoją duszę artystki. Czasami, kiedy nie była pewna, jak ma pociągnąć pędzel, aby nie zepsuć całej kompozycji, wkładała jego koniec do ust i przygryzała, jak uczeń podczas egzaminu przygryza końcówkę długopisu. Potem znów zabierała się do pracy i tym razem ręka szybko poruszała się po powierzchni powstającego obrazu nanosząc kolejne warstwy farby i wyłaniając z niebytu postać siedzącej na przeciwko Kasi. Upał dokuczał jej coraz bardziej. Ciążyło jej ubranie, włosy opadały na oczy zasłaniając widok, musiała je co chwilę odgarniać z czoła. W końcu, zdenerwowana, ściągnęła z siebie kolorowy kitel i ubranie zostając w samej bieliźnie, na którą z powrotem nałożyła swój fartuch. Nie zawiązała go jednak skutkiem czego co jakiś czas spod materiału wysuwała się pierś odziana w czarny koronkowy stanik lub widać było pięknie opalony brzuch. Kasię zainteresował nowy i niesamowity widok. Nigdy wcześniej nie widziała Gosi rozebranej. Patrzyła więc z zachwytem na to wszystko i w myślach porównywała się z nią. Jej własne kompleksy znów dały znać o sobie. Kasi zdawało się, że ma zbyt krótkie nogi, jest mniej zgrabna i wysportowana. Zazdrościła Małgosi jędrności kształtów, bujnego biustu i całego seksapilu w ogóle. "Przecież ona jest boska! To ona właśnie powinna tu siedzieć zamiast mnie. Mogłaby być z niej wspaniała modelka."

- Kasiu, - poprosiła w końcu Małgorzata - nie patrz tak na mnie tylko przed siebie. Niszczysz kompozycję.

- Przepraszam cię, ale nie mogę oderwać od ciebie wzroku. Jesteś taka cudowna. Chciałabym mieć twoje ciało - Kasia mówiła to z zachwytem w głosie. Jej wzrok cały czas ogarniał postać malarki.

- Proszę cię, nie patrz tak na mnie. Z resztą to nie prawda, co mówisz. Przecież z nas dwóch to ty tu jesteś bez ubrania i to ja mogę ocenić twoją urodę.

- Jestem już zmęczona. Skończmy, proszę.

- Wytrzymaj jeszcze troszkę. Chciałabym jeszcze coś dokończyć. Potem usiądziemy sobie ze spokojem i wypijemy kawę.

- Uhm.

Malowanie trwało jeszcze trzy kwadranse. W końcu słońce schowało się za sąsiedni budynek i zmieniło się światło. Malowanie stało się niemożliwe.

- No to koniec na dzisiaj! - zawyrokowała Małgosia odkładając farby i porządkując otoczenie. - Ale dzisiaj tutaj spać nie będziemy. Strasznie śmierdzi farbą. Prześpimy się u Marcina w pokoju. Dziękuję ci Kasiu za pozowanie. Byłaś naprawdę cudowna. Jutro powinnyśmy skończyć twoją postać. Szczegóły dorobimy za tydzień.

- Jak za tydzień? A Marcin? - zaniepokoiła się wciąż siedząca na stole Kasia.

- Jakoś się go pozbędę.

Kasia zeszła ze stołu powoli. Bolały ją wszystkie mięśnie. Zaczęła je sobie rozcierać i co chwilę syczała z bólu. Małgosia stanęła za nią:

- Daj, rozmasuję ci kark. Przepraszam, że cię tak boli.

Zaczęła powoli masować kark i ramiona przyjaciółki. Z początku delikatnie, potem coraz mocniej uciskała zmęczone mięśnie. Kasia zaczęła poddawać się tej rehabilitacji. Było jej tak przyjemnie. Jej rozgrzane od słońca i mokre od potu ciało posłusznie reagowało na karesy. W końcu ręce Gosi zaczęły masować plecy coraz niżej i niżej, jednak, zanim dotarły do pośladków, dziewczyna przerwała zabieg.

- Pomogło ci? -spytała.

- Tak, bardzo dziękuję. - Kasia obróciła się do niej i uśmiechnęła.

- Idę się umyć, jestem cała w farbie.

- To ja wejdę po tobie.

Małgorzata zdjęła swój kitel i weszła do łazienki. Po chwili Kasia usłyszała szum płynącej wody. Była bardzo zmęczona. Nałożyła fartuch i podeszła do niedokończonego obrazu. Na płótnie dało się rozróżnić siedzącą na stole postać o pięknych, rozwiniętych kształtach przepasaną błękitną wstęgą. Brakowało jeszcze detali, rysów twarzy i cieni. Katarzyna stwierdziła jednak, że postać na obrazie jest bardzo do niej podobna; także posiadała delikatne ciało, spiczasty biust i owalną, zwężającą się u podbródka twarz. Z płótna nienamalowanymi oczyma patrzyła na nią Kasia. Naga piękność. Ten widok podniósł ją na duchu. Nie może być w końcu aż taka brzydka, skoro tak pięknie została namalowana. Przypomniała sobie widok ciała Małgosi, a właściwie to, co mogła dojrzeć pod fartuchem. Podeszła do drzwi łazienki - nie były zamknięte, widocznie Gosia o tym zapomniała. Otworzyła je po cichu i patrzyła z zachwytem na stojącą pod prysznicem postać. Gładkie plecy z zarysowaną linią kręgosłupa, jędrne, płaskie pośladki, długie nogi. Mokre włosy układające się na karku i spływająca po tym boskim ciele woda. Wszystko to bardzo podnieciło Kasię. Podeszła bliżej i wciąż patrzyła. W tym momencie Małgosia obróciła się. Uśmiechnęła się na jej widok i wyciągnęła do niej rękę. Kasia nie zareagowała od razu, pochłaniała wzrokiem seksownie wypięte kule piersi dziewczyny, jej płaski brzuch... i wygolone łono! Małgosia zrobiła to samo, co i ona. Dopiero kiedy tamta szepnęła: "Chodź!" zauważyła jej wyciągniętą rękę. Zrzuciła z siebie kitel i weszła do kabiny. Małgosia przycisnęła ją do siebie i mocno pocałowała w usta.

- Czekałam na tę chwilę już od zeszłego tygodnia - powiedziała. - Wtedy, kiedy pieściłam cię po plecach, poczułam coś jakby iskrę, która między nami przeskoczyła. Widok twojego ciała nie dawał mi spokoju. A dzisiaj jeszcze, kiedy mogłam cię oglądać tak długo, bardzo mnie to podnieciło. Sądzę, że jesteś bardzo piękną i cudowną kobietą. I bardzo cię kocham.

- Ja też cię bardzo kocham, Gosiu. Pragnę dotykać i pieścić twoje ciało. Chcę cię kochać.

Kasia położyła ręce na piersiach Małgosi. Jej czerwone usta szukały drugich ust i wpiły się w wargi partnerki. Dziewczyna smakowała jak landrynka. Całowały się najpierw spokojnie jednak coraz bardziej namiętnie: wargi, wnętrze ust. Małgosia wsunęła do ust Kasi swój język i tak muskała jej słodkie wargi, dotykała zębów i języka, który pobudzony do życia, zaczął odwzajemniać pieszczoty. Tymczasem ręce dziewczyn badawczo zwiedzały ich ciała. Ślizgały się po piersiach drażniąc sutki, ściskały uda i plecy, zagłębiały się w przestrzeni między udami. Gosia przyparła Kasię do ściany. Przytrzymała jej ręce w górze, a sama zaczęła całować ją po całym ciele. Jej gorące wargi, rozpalone od pocałunków, pieściły czoło, oczy i policzki. Dalej znalazły się na delikatnej szyi, która drgała od przyspieszonego tętna. Po chwili wargi Gosi dotknęły piersi. Zwinny język samą swoją końcówką tańczył po tym cudownym wzgórzu raz po raz zaczepiając o sterczący guziczek sutka. Gosia podobnie postąpiła z drugą piersią. Brała ją całą do ust, lekko przygryzała doprowadzając Kasię do szczytu rozkoszy. Zaczęła schodzić coraz niżej i niżej, aż dotarła do najbardziej sekretnego miejsca u kobiety. Przyglądała się chwilę bezwstydnie ogolonemu wzgórkowi a potem przyłożyła do niego swoje usta. Jej pocałunki stawały się coraz bardziej zaborcze. Łechtaczka Kasi nabrzmiała od tego delikatnego dotyku, jej wargi zrobiły się czerwone, a kiedy język Gosi znalazł się w jej wnętrzu, nie wytrzymała i wydała z siebie jęk rozkoszy:

- Gosia! To jest cudowne! Kochaj mnie tak dalej! Mocniej!

W odpowiedzi pieszczoty Małgosi wzmogły się jeszcze bardziej, zwinny języczek coraz szybciej poruszał się w górę i w dół słodkiego i tajemniczego miejsca kobiecej rozkoszy. Kasia czując nadciągający szczyt przycisnęła z całej siły głowę przyjaciółki do swego łona, aby wzmocnić jeszcze doznania. Nagle ciepło z wnętrza jej kobiecości rozlało się szeroką falą po całym ciele. Kasia jęknęła przeciągle ale nie puszczała Gosi. Ta natomiast kontynuowała swoje miłosne karesy. Wreszcie Kasia nachyliła się do kochanki i objęła jej usta swoimi, zlizując z nich swój zapach i soki. Wciągnęła do ust jej języczek i długo igrała z nim oddając się tej formie miłości bez reszty. W końcu Małgosia wstała, a Kasia zaczęła ją pieścić próbując odwzajemnić doznaną rozkosz. Z początku całowała szyję przyjaciółki starając się pozostawić na niej jak najwięcej śladów swoich zębów. Potem jej usta znalazły się pomiędzy jej piersiami, podczas, gdy ręce delikatnie uciskały cudowne krągłości Małgosi. Pod naciskiem języczka Kasi, sutki nabrzmiały i stały się bardzo wrażliwe, przesyłając do reszty ciała erotyczne dreszcze. Zwinny języczek Kasi zagłębił się również w pępku na co poddawana słodkim torturom malarka zareagowała dreszczem podniecenia. Jednak nie spodziewała się tego, co nastąpiło dalej. Zamiast, jak przypuszczała i pragnęła, jej odsłoniętą muszelkę, Kasia zaczęła namiętnie drażnić jej pośladki, a po ich rozsunięciu, także zaciśniętą dziurkę w pupie, jednocześnie jej palec wślizgnął się do wnętrza pochwy i tak Gosia czekała na ostateczne spełnienie będąc pieszczona z dwóch stron jednocześnie. Narastająca w niej rozkosz prawie zwalała ją z nóg. Całe ciało płonęło, przebiegał ją ogień, nie, pożar podniecenia, rozpalając ją od środka. Chciała by ta chwila trwała wiecznie, a jednocześnie bała się, że jeszcze trochę podobnych pieszczot przyprawi ją o śmierć w ekstazie.

- Kasiu, Kasieńko! Błagam cię, nie przestawaj! Jest mi tak dobrze, tak dobrze...

Orgazm uderzył w nią jak grom. Przetoczył się przez całe ciało i trwał dłuższą chwilę. Pod jego działaniem Małgosia, która nigdy wcześniej czegoś podobnego nie przeżyła, straciła równowagę i usiadła na dnie prysznica. Zobaczyła przed sobą wyciągnięte ręce swej modelki. Padła w jej objęcia i przycisnęła się do niej z całych sił.

- Kocham cię! - wyszeptały dziewczyny równocześnie.

Ich usta znów się połączyły i trwały tak jeszcze długo.

* * *

Po wyjściu z łazienki dziewczyny ubrały się w niekrępujące ciuchy, zaparzyły kawę i usiadły na podłodze w pokoju Marcina słuchając muzyki. Sącząca się z głośników melodia, gorąca kawa i przeżycia dzisiejszego dnia sprawiły, że obie, pomimo wczesnej pory poczuły się senne. Siedziały przytulone obok siebie, trzymając się za ręce. Patrzyły sobie głęboko w oczy i bez słów wyrażały łączące ich uczucie. Kasia położyła głowę na kolanach przyjaciółki. Uśmiechała się do niej tak leżąc i jednocześnie zaglądała jej za połę szlafroka, skąd od czasu do czasu wyglądała piękna, okrągła pierś. W końcu nie wytrzymała, rozchyliła szlafrok i już bez przeszkód mogła się napawać cudownym widokiem i pięknem swej ukochanej. Gosia nie pozostała jej dłużna, Jej ręka powędrowała pod koszulkę leżącej Kasi i zaczęła ściskać sterczące i prawie przebijające materiał sutki. Nachyliła się i przycisnęła swe usta do warg Kasi. Wciągnęła do swych ust jej dolną wargę i ssała ją namiętnie przysparzając tym nową porcję rozkoszy obu na raz. Kasia podniosła się i zrzuciła bluzkę. Przycisnęła swoje piersi do biustu Małgosi i próbowała drażnić jej sutki swoimi. To było bardzo podniecające i zabawne jednocześnie. Potem jednak odwróciła się do niej plecami i zaczęła całować jej nogi. Całowała po kolei wszystkie palce, przygryzała je, lizała spody stóp. Traktowała je tak, jakby to było inne, równie ważne co podniecające miejsce na ciele jej kochanki. Wreszcie cofnęła się i przywarła ustami do wilgotnego z podniecenia łona Małgosi jednocześnie wystawiając swoje na jej karesy. Leżały tak jedna na drugiej i pieściły się wzajemnie ustami. Ich wargi i łechtaczki były już nabrzmiałe do bólu od tych zabiegów. Obie były na skraju najwyższego podniecenia, ale nie chciały jeszcze szczytować. Kasia znów zmieniła pozycję. Usiadła na podłodze między rozchylonymi nogami Gosi i przywarła kroczem do jej krocza. Dziewczyny zaczęły napierać na siebie rytmicznie i wyglądało to prawie na realny stosunek mężczyzny i kobiety. Kiedy przyszedł kolejny orgazm, Kasia i Małgosia ponownie przytuliły się do siebie. Ponad wszystkie pieszczoty, bliskość ukochanej osoby była największą przyjemnością, jaką mogły sobie dać. Czucie cudzego ciała na swoim własnym, jego delikatność i ciepło wprawiały je w stan błogości, i było najcudowniejszym podziękowaniem za doznaną rozkosz, tak, jak miłość, która je opanowała. Zasnęły nagie, przytulone do siebie, ze splecionymi rękami i nogami. W tej chwili były parą najszczęśliwszych osób na ziemi.

* * *

W ciągu tygodnia obraz został ukończony. Jednak ostateczny wynik nie był Kasi znany. Małgosia stwierdziła, że nie pokaże go jej dopóki nie wprowadzi pewnych "ulepszeń". Wielkie odsłonięcie miało się odbyć w kolejny piątek. Malarka chciała zaprosić na tę uroczystość kilkoro wspólnych przyjaciół, ale Kasia się nie zgodziła: nie chciała, aby ktoś zobaczył ją nagą na portrecie. W końcu jednak poszły na kompromis. Obrazu nie miał nikt zobaczyć. Jedynym widzem miał zostać Piotr, któremu, jako najbliższemu przyjacielowi, Kasia zwierzyła się ze swoich poczynań. Nie powiedziała mu jednak do końca, co łączyło je obie. Po ich zachowaniu Piotr, który był z natury domyślnym facetem, i tak zaczął coś podejrzewać, jednak nie interesowało go, co dziewczyny robią razem, chociaż troszkę był o Kasię zazdrosny. Jemu jedynemu przypadł zaszczyt oglądania dzieła Małgosi. Widział wcześniej kilka jej rysunków i bardzo mu się spodobały. Stwierdził, że ta dziewczyna ma ogromny talent i bardzo chciał otrzymać jeden z nich. A nóż okaże się, że w przyszłości Gosia stanie się sławna? Czy nie byłoby przyjemnie mieć wtedy w domu jej dzieło?

Piotr i Kasia przyszli na ten specjalny pokaz zamknięty godzinę przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy. Gosia zaprowadziła ich do pokoju, gdzie na sztalugach, zasłonięte, stało jej dzieło.

- Proszę was tylko, nie śmiejcie się głośno - poprosiła cicho.

- O nie, - zażartował Piotr - krytyka jest krytyką.

- Piotrek, nie przeraź się tylko moim widokiem - Kasia też była pełna obaw reakcji chłopaka.

Młoda malarka zerwała płótno. Oczom Kasi i Piotra ukazał się zjawiskowo piękny akt. Postać siedząca na stole była jakby fotograficznym odbiciem prawdziwej Kasi, otoczona była delikatną mgiełką, która zmiękczyła lekko jej kontury i uczyniła jakby ulotną i nietrwałą. Wszystko: rysy twarzy, włosy, całe ciało były idealnym odwzorowaniem modelki. Piotrek aż jęknął z zachwytu.

- W życiu nie widziałem czegoś równie pięknego! - wyszeptał. - Boże, Gosia, jesteś lepsza niż ktokolwiek inny. Uwierz mi, - dodał widząc, że chwalona krzywi się od nieznośnych komplementów - mówię szczerą prawdę. Jesteś wielka!

- Zalewasz, ale dzięki. - odpowiedziała.

Kasia nie powiedziała nic. Stała przed obrazem, nie, przed samą sobą i nie mogła się poruszyć, tak ją ten widok zafascynował.

- Gosia, powiedz mi, - spytał Piotr - co to za serduszko na jej ramieniu? Kasia przecież nie ma tatuażu. Zaraz, tu jest jeszcze jakiś napis: "Kocham Gosię". Co to jest?

Obie popatrzyły na siebie pytającym wzrokiem. Nie mogły się zdecydować na ruch.

- No, co tak milczycie? - niecierpliwił się Piotr.

- Powiedzieć mu? - pytała Małgosia.

- Sądzę, że on i tak się już czegoś domyśla. Trochę mu naopowiadałam - przyznała się Kasia.

- Czego się domyślam? - Piotr był bliski rozpaczy.

- Nic. Ty nic nie wiesz. Zapomnij o tym.

- O czym?

- Yyyy... Ja i ona... my... - Kasia jąkała się potwornie. Chciała mu to powiedzieć, w końcu nie mieli przecież przed sobą tajemnic, ale bała się reakcji Gośki.

- Widzisz to serce? - spytała artystka. Piotr przytaknął. - Widzisz ten napis? - ponowne potwierdzenie. - No to dodaj dwa do dwóch i siedź cicho!

- Wy... - Piotr nagle wszystko zrozumiał. - O raju! Przepraszam, nie będę już się dopytywał. Mam nauczkę. Głupio mi. Macie moje słowo, że nikt się nie dowie. Obiecuję.

- Wiemy o tym, dlatego tutaj jesteś. A właściwie to zawdzięczasz to Kasi i jej prośbom. Wiesz przecież, że my za bardzo za sobą nie przepadamy.

Kasia nie wierzyła w to, co słyszy. Dotąd była pewna, że stosunki między nimi układają się dobrze. Chciała zrobić coś, co mogłoby zbliżyć tę ukochaną przez nią dwójkę przyjaciół do siebie. Przeszkodził jej Piotr:

- Wiem i chciałbym to zmienić. Tylko jak?

- Na początek mógłbyś ze mną od czasu do czasu zatańczyć. Mógłbyś też wpadać trochę częściej.

- No, to są ciężkie warunki, ale spróbuję.

- No to wszystko gra - uśmiechnęła się Kasia.

W jakiś czas później przyszła reszta gości i prywatka rozkręciła się na całego. Piotr, zgodnie z poleceniem Małgosi tańczył z nią więcej, niż z innymi dziewczynami. Rozmawiali ze sobą, śmiali się, a nawet wyszli razem na papierosa. Wrócili potem z bardzo tajemniczymi minami i Kasia oraz inni uczestnicy imprezy byli bardzo zaintrygowani. Bawili się do czwartej rano. Tym razem jednak Piotr nie poszedł do domu na noc lecz nocował na miejscu, na tym samym materacu pomiędzy obiema zakochanymi dziewczynami. Same tak zresztą zarządziły, na gorącą prośbę Małgosi.

* * *

- Hurrra! Dostałam dyplom! Jestem plastykiem! - krzyczała do słuchawki uradowana Gosia. - Kasieńko, to dzięki tobie! Rany, kocham cię!

- Gratuluję ci, kochanie - Kasia cieszyła się razem z nią. - Zawsze w ciebie wierzyłam. Ale to nie moja zasługa tylko twoja praca.

- Wiesz co, spotkajmy się, musimy to oblać. Mam dla ciebie jeszcze niespodziankę.

- Z rozkoszą się z tobą zobaczę. Już tak dawno się nie widziałyśmy.

- To co, dziś wieczorem u mnie? Będzie żubrówka - dodała z uśmiechem.

- Będę o szóstej. Kocham cię. Pa!

Kasia stawiła się punktualnie z butelką w ręku i niewielkim zawiniątkiem. Dziewczyny powitały się czule na korytarzu.

- Jak ja za tobą tęskniłam - szeptała Małgosia. - Tak bardzo mi ciebie brakowało, nie miałam się do kogo przytulić.

- Mi też bardzo ciebie brakowało. Ale teraz mam już zdane wszystkie egzaminy i możemy się częściej spotykać. Przytul mnie Gosiu. Aha, tu jest prezent dla ciebie. Otwórz szybko.

- Dla mnie? Oj, dziękuję!

Małgosia rozerwała opakowanie i otworzyła pudełko. Wewnątrz znajdowało się jeszcze malutkie pudełeczko, a w nim dwa łańcuszki i serduszko z napisem "Kocham Cię!" przeznaczone dla par do złamania i noszenia we dwoje. Kasia chwyciła połowę serca, Gosia drugą i złamały je razem poczym pomogły sobie nawzajem założyć tę miłosną biżuterię na szyję.

- Teraz wiem, że cię kocham i nigdy nie przestanę - wyszeptała Gosia prosto w usta Kasi.

"Nigdy nie mów nigdy" - pomyślała Kaśka i nagle jakaś straszna czarna myśl przeszła jej przez głowę. Prędko ją odpędziła. Nie wolno jej było myśleć w ten sposób, szczególnie w tak pięknym dniu. Odwzajemniła pocałunek. Dziewczyny usiadły na materacu świeżo upieczonej plastyczki i rozlały alkohol do szklaneczek. Kasia zapaliła. Przez chwilę tak siedziały patrząc tylko i sycąc się swoją obecności. Małgosia przerwała milczenie:

- Miałam ci coś powiedzieć - zaczęła powoli.

- To ta niespodzianka? - zainteresowała się przyjaciółka.

- Źle się wtedy wyraziłam. W pewnym sensie to jest niespodzianka. Znaczy, to jest niespodzianka dla mnie ale muszę ci to powiedzieć. Kocham cię przecież.

- Co to takiego? - Kasia zaczynała się niepokoić.

- Dzisiaj był u nas w budzie jakiś artysta plastyk z Francji. Podobno jakiś sławny. Zobaczył mój, znaczy twój, portret i tak się nim zachwycił, że zaproponował mi stypendium na swojej uczelni. On jest tam wykładowcą.

- To fantastyczna nowina! - Katarzyna promieniała, jakby to ją spotkała ta przyjemność. - I co, jedziesz? Na jak długo? Miesiąc, trzy?

- Na cały następny rok szkolny. Ale nie pojadę.

- Czyś ty zwariowała? Dlaczego? Nie marnuj dziewczyno jedynej okazji!

- Nie mogę, zrozum! Przecież ja cię kocham, nie mogę cię tu tak zostawić. Umarła bym z tęsknoty za tobą.

- Małgorzatko, - modelka czule ujęła twarz swej przyjaciółki w swoje dłonie - to nie jest ważne. Ja poczekam. Będziemy pisać długie listy. Jedź. To się może nie powtórzyć, jedź.

- Ależ zrozum, to cały rok! - na twarzy pięknej malarki pojawiły się łzy.

- Wytrzymamy. Zobaczysz, jakoś to wytrzymamy - łzy popłynęły także po twarzy blondynki.

- Nie, ty mnie nie kochasz. Chcesz się mnie pozbyć? Wstydzisz się tego, co ludzie powiedzą?

- Co ty wygadujesz, kochanie? Popatrz: Piotr wie, a przecież nic nie mówi, wprost przeciwnie. Ostatnio mówił mi, że go cieszy nasze szczęście i życzył nam, aby i inni to zrozumieli.

- Ale to tylko jeden facet. Jeden!

- Nie rób tragedii. To nie jest tego warte. Zapamiętaj, że ja zawsze będę cię kochać choćby niewiadomo co. Piotr mnie tego nauczył. Jedź, studiuj, zrób to dla mnie. Jeśli mnie naprawdę kochasz - ostatnie zdanie Kasia wymówiła bardzo cicho. Podniosła swoją część serduszka. Małgosia zrobiła to samo. Połączyły obie części ze sobą. Pasowały idealnie.

- Popatrz, jak one się łączą. Tak samo jest z nami. Weź swoje serce do Francji, a moje zostanie tutaj. Będziemy czekać na tę chwilę, kiedy znów je połączymy. Zgoda?

- Tak. Przekonałaś mnie Pojadę tam. Będę czekała i uczyła się. Zobaczysz, zostanę wielką plastyczką, zabiorę cię do siebie i zamieszkamy razem w Paryżu, z dala od tej hałastry. Przytul mnie teraz, potrzebuję cię mieć przy sobie blisko, jak najbliżej.

Opadły razem na materac i długo, namiętnie, i powoli kochały się, chcąc się nacieszyć swoją bliskością na długi czas rozłąki. Wieczorną ciszę przerywały tylko ich miłosne westchnienia. Czułe pieszczoty i bliskość ukochanej istoty pozwoliły im zapomnieć o czekającym je rozstaniu.

* * *

Kasia słuchała Teleexpressu w napięciu, czekając na bliższe szczegóły:

"Pociąg Inter City z Warszawy do Paryża uległ katastrofie pod niemieckim miastem Friderikshoffen. Rozpędzony skład wypadł z szyn i uderzył w przęsło wiaduktu kolejowego, który zawalił się. Wagony wpadły na siebie z prędkością 250 kilometrów na godzinę, miażdżąc znajdujących się w środku pasażerów. Istnieje nikłe prawdopodobieństwo, że ktokolwiek ocalał z katastrofy. Dotychczas z wraku wydobyto około 150 ofiar, ale szacuje się, że może ich być o wiele więcej..." Kasia nie słyszała już niczego więcej. Jej ogromny szloch zagłuszył wszystko, i spikera w telewizorze, i nawet własne myśli. Płakała tak przez całą noc i pomimo starań rodziców nie mogła się uspokoić. Tym feralnym pociągiem jechała na stypendium do Paryża najdroższa jej na świecie istota. Odprowadzała ją rano na dworzec razem z pomagającym nieść walizki Piotrkiem. Żegnały się bardzo długo i tak namiętnie, że chłopak musiał aż odwrócić wzrok. Jemu dostał się tylko całus. Wezwani lekarze z pogotowia zrobili jej zastrzyk uspokajający i kazali opiekować się dziewczyną. Piotrek pojawił się u Kasi na drugi dzień z samego rana. Padła mu w objęcia i rozpłakała się na nowo. On nic nie mówił tylko płakał razem z nią. Żal mu było Małgosi i żal mu było Kasi, bo znał uczucie, które je łączyło, chociaż sam z nikim go jeszcze nie dzielił. Tak razem spleceni trwali przez długie godziny.

Tak też razem stali na cmentarzu nad nie zasypanym jeszcze grobem, wśród deszczu i płaczu rodziny. Oni, chociaż też bardzo kochali Gosię, nie mogli już płakać. Kasia podeszła na skraj dołu.

- To dla ciebie, Małgorzatko, - powiedziała i rzuciła na wieko trumny ogromny bukiet czerwonych róż, - będę cię kochać do końca życia.

- Chodźmy już - zaproponował Piotr.

- Tak, chodźmy - powiedziała i oparła się na jego ramieniu.

Odeszli ciemną, pełną kałuż alejką. Deszcz padał i padał maskując płynące po policzkach łzy, moczył włosy, ubrania i wieńce na grobie. Chłodne krople rozpryskiwały się po wieku zabitej trumny kryjącej ukochaną dla nich osobę. "Niebo płacze razem z nami. To pewnie anioły ronią swoje łzy. Ona na to zasłużyła."- pomyślała Kasia ostatni raz oglądając się za siebie. Anielskie łzy tymczasem padały wkoło na ludzi, wieńce i na bukiet czerwonych róż, do którego na łańcuszku przywiązana była połówka serduszka z napisem: "Kocham Cię!".
Komentarze (1)
Strony: 1
toudee
13.10.2010 10:36
niesamowite opowiadanie... na prawdę coś niesamowitego...

Podobne opowiadania
OceńOceńOceńOceńOceń
Śr. 3.00 z 2, 3347 wyświetleń
Dodano: 18.05.2012 12:58
Pani Sylwia jest ok. 30-letnią bibliotekarką. Ma krótkie brązowe włosy, niebieskie oczy, soczyste usta jędrne średnie piersi, płaski brzuszek, kształtne poślatki i szczupłe nogi. Jest niska ok. 165 cm. Często o niej fantazjowałem, przy masturbacji. Lubię czytać książki fantasy, więc często ją widuje. Tego dnia była ubrana w ciasne dżinsy, czarną koszulkę na ramiączka. Przyszedłem oddać książki i wypożyczyć nowe. Spytałem, czy nie ma kolejnej części. Odpowiedziała...
OceńOceńOceńOceńOceń
Śr. 3.00 z 4, 4954 wyświetleń
Dodano: 19.05.2012 21:00
Siema. Jestem przeciętnym nastolatkiem. 183 cm wzrostu, ciemne brązowe włosy, brązowe źrenice, lekko zarysowane mięśnie. Jestem na 100% prawiczkiem i nie mam dziewczyny. Mam zato fajną klasę, IIa. W klasie jest 13 dziewczyn z czego tylko 7 wartych uwagi. Wszystko zaczęło się na początku czerwca. Było to rok temu i panował wtedy niezły upał. Jechałem z prawie całą klasą (12 dziewczyn i 14 chłopaków w tym ja) na biwak rowerowy. Braliśmy rowery, najpotrzebniejsze rzeczy...
OceńOceńOceńOceńOceń
Śr. 5.00 z 2, 4063 wyświetleń
Dodano: 19.05.2012 13:00
Witam. W tym opowiadaniu opiszę moją wycieczkę pod namiot, która miała miejsce w ostatnie wakacje. Zacznę może od tego, że w moje 19 urodziny pojechałam z koleżanką z uczelni pod namiot. Jako miejsce campingu wybrałyśmy dobrze znaną nam polanę, która mieściła się na wsi, kilkanaście kilometrów od Warszawy. Ja i Magda, bo tak miała na imię koleżanka, jesteśmy atrakcyjnymi blondynkami. Ona jest trochę wyższa i ma mniejszy biust. Nigdy nie fascynowałam się nią specjalnie...