Alicja i Paweł tańczyli od dzieciństwa. Taniec był ich życiem, ich największą pasją. Odkąd spotkali się pięć lat temu, nie zmieniali już partnerów. Tańcząc razem, wygrywali wszystkie konkursy. Praca była ciężka, wymagała wiele wyrzeczeń i silnej psychiki, by ćwiczyć całymi dniami, a nieraz i do późnej nocy.
Spędzali ze sobą niemal cały swój czas, znali się lepiej, niż kiedykolwiek ktokolwiek znał ich wcześniej. A mimo to nigdy nie łączyło ich nic poza sprawami zawodowymi. Oboje byli piękni, niczym postacie wyjęte z filmu: ona wysoka, szczupła, ale przy tym silna jak na tancerkę przystało. Miała długie proste blond włosy, przetykane ciemniejszymi pasemkami. Jej oczy były duże, szare, wiecznie zdziwione i wyglądające spod długich czarnych rzęs. Rysy twarzy miała niezwykle delikatne i subtelne, bardzo regularne. Paweł fizycznie pasował do niej znakomicie. Był wysokim smukłym szatynem, o mięśniach silniejszych niż można się tego spodziewać po tancerzu. Miał niebieskie oczy i zwykle lekko przymknięte powieki. Jego uśmiech zdradzał pewność siebie, a przy tym sprawiał wrażenie, jakby znał tajemnice niedostępne zwykłym śmiertelnikom. W tańcu był cały jego świat.
Alicja i Paweł lubili się, rozmawiali o teatrze o pasjach swoich i innych ludzi. Po pewnym czasie zaczęli zwierzać się sobie, przyjaźnić się. Jak się okazało, obojgu im bardzo doskwierała samotność.
Czas jaki poświęcali na ćwiczenia nie pozostawiał wiele wolnych chwil. Od czasu do czasu poznawali kogoś, wiązali się, ale wieczna nieobecność przeszkadzała każdemu partnerowi.
Była jesień, zimny październikowy, dżdżysty dzień. Od rana ćwiczyli nowy układ i czuli się wyzuci z wszelkich sił. Jak zwykle w takiej sytuacji, rozsiedli się na kanapie którą mieli w klubie, a Paweł przyniósł gorącą herbatę. Siedzieli i rozmawiali. Ni stąd, ni zowąd zeszli na temat związków, tych wszystkich nieudanych.
- Nie żądajmy od ludzi by rozumieli nas, by akceptowali nasz tryb życia. - powiedziała Alicja
- Masz rację. Ale my też przecież mamy prawo do szczęścia.
- Może to szczęście to taniec?
- Wiesz, że każdemu potrzebny jest drugi człowiek, bliskość. Skoro nie możemy być zrozumiani przez świat z zewnątrz, może powinniśmy skupić się na tych najbliżej nam? Podzielających naszą pasję? - powiedział Paweł i wyraz jego twarzy wskazywał, że nie żartuje.
Alicja spojrzała ze zdziwieniem, zarumieniła się. Od dawna o tym myślała.
- Wiesz, że takie związki nie mają szans, kończą się zawsze rozstaniem.
- Jestem tancerzem, nie wiń mnie, że chcę się związać również z tancerką.
- Ale...
- Poćwiczmy jeszcze. - przerwał jej i podał rękę aby pomóc jej wstać.
Wstali więc i załączyli płytę. Z głośników rozległy się dźwięki zespołu Him, utwór "Gone with the wind"... To nie był ich numer, ale nie ominęli go. Przywarli do siebie i zaczęli tańczyć - początkowo nieśmiało - napięcie po rozmowie ciągle trwało - ale po chwili zatracili się zupełnie w tańcu. Zawładnął nimi. Poruszali się jak mistrzowie, jakby przez całe życie nie robili nic innego. Znali swoje ciała, wiedzieli o każdym czułym punkcie, każdej ranie, każdej kontuzji - "Jeśli tańczy się z sobą przez tyle lat bez przerwy, to trzeba doskonale się znać." - mawiali.
Nagle ręce Pawła zaczęły przyciskać do siebie Alicję mocniej, niż robiły to kiedykolwiek wcześniej. Odwzajemniła się tym samym. Po chwili odsunęła się lekko i zaczęła rozpinać guziki koszuli Pawła, która miękko spłynęła na podłogę. Ukazało się jego wyćwiczone, piękne ciało. Delikatnie podciągnął bluzkę Alicji do góry i zdjął ją z niej, po czym w rytm muzyki przechylił Alicję do tyły i obserwował jak jej ciało pręży się. Przyciągnął ja do siebie i poczuł na swojej klatce piersiowej, że jej serce bije bardzo mocno.
Zaczął odpinać guziki jej obcisłych spodni i po chwili Alicja tańczyła w samej bieliźnie. Paweł całował jej szyję a po chwili zaczął ja całą obsypywać pocałunkami. Na końcu spojrzał w jej szare oczy i nagle ich wargi połączyły się w czułym pocałunku. Nie zauważyli nawet kiedy zmieniła się piosenka, a później następna, i następna...
Alicja drżącymi nieco palcami rozpięła jego spodnie biodrach był szczupły, więc spodnie bez trudu ześlizgnęły się na podłogę. Ręka Pawła spoczęła na kształtnym biodrze dziewczyny i podniosła do góry przywierając mocno do jego ciała. Jej ręka przesunęła się powoli po umięśnionym ciele, aż dotarła na nabrzmiałego członka. Nie był to jej pierwszy raz, ale po raz pierwszy odczuwała tak olbrzymie podniecenie. Zaczęła bawić się nim - tak czule i namiętnie jak tylko potrafiła. Wtedy on odpiął jej biustonosz... delikatnie lecz zdecydowanym ruchem zdjął jej stringi. Szybko przyparł ja do ściany i całował coraz namiętniej jej piersi. Zatracił się w tym pocałunkach. Gdy przygryzł jej sutek z ust Alicji dobył się syk, lecz on wiedział, że to syk z rozkoszy i podniecenia. Dotknął ją w jej najczulszym miejscu i poczuł, że jest mokra, podniecona, gotowa na wszystko. Wszedł w nią, a ich ruchy przypominały najwspanialszy taniec, jaki kiedykolwiek odbyli.
Po wszystkim leżeli na podłodze objęci, nadzy, ciągle rozgrzani pomimo jesiennej pogody. Wiedzieli, że ich samotne chwile się skończyły, że od tego dnia łączyć ich będzie nie tylko praca, ale także pasja. Teraz będzie ich łączyć także przyszłość.