Rebeka była pianistką. Grała od dzieciństwa i pamiętała, że kiedyś robiła to z pasją, z miłości do muzyki. Teraz - po latach - jej znakomita gra - była już jedynie doskonale wyćwiczoną techniką. Nie było w jej muzyce już tego uczucia, które sprawiło, że uważana była za genialne dziecko fortepianu.
O rzuceniu muzyki myślała nieraz. Rezygnowała, uważając, że nic innego przecież nie potrafi robić. Ostatnio jednak myśli o zmianie profesji zaczęły pojawiać się częściej i częściej. I nie było przypadkowe, że nasiliło się to, gdy poznała Grzegorz.
Grzegorz był - wedle reguł jakimi kierowała się przy ocenie ludzi - nikim. Był mechanikiem w rezydencji, w której mieszkała ze swoimi rodzicami.
Wiecznie ubrudzony smarem, w podartych, nieświeżych ubraniach. A jednak miał w sobie coś pociągającego, jakiś zwierzęcy magnetyzm, który budził w kobietach ogromne podniecenie. Był prawdziwym mężczyzną pierwotnym, ale potrafił służyć kobiecie w sposób może nie wykwintny, ale taki, jakiego kobiety naprawdę pragnęły.
Grzegorz miał wspaniałe, silnie zbudowane ciało. Spod flanelowej koszuli z którą się nie rozstawał dostrzegało się zarys bicepsów.
Był wysokim brunetem o czarnych oczach. Wobec Rebeki zachowywał się zawsze w sposób arogancki, jakby uważał się za kogoś lepszego od niej. A mimo to, a może właśnie dlatego, pragnęła go. Pragnęła by zdarł z niej czystą sukienkę i zrobił z nią to, co z pewnością robił z wieloma innymi kobietami.
Rebeka - odkąd Grzegorz pojawił się w jej domu - usiłowała trzymać się blisko jego warsztatu. Zrobiła nawet prawo jazdy, aby móc częściej go widywać, rozmawiać z nim.
Gardził nią, a ona kochała to uczucie. I wiedziała, że on doskonale zdaje sobie sprawę z emocji jakie w niej wzbudza, z fantazji jakie snuła o nim w roli głównej, z tego, że każdej nocy, pieszcząc samotnie swe nagie ciało, przeżywa rozkosz, marząc, że były to jego dłonie.
Było piątkowe popołudnie. Rebeka marzyła o tym, by wyjść do kina lub teatru, ale jej nauczyciel zadał jej kilka nowych etiud, które musiała wyćwiczyć.
Kiedy weszła do biblioteki zobaczyła go od razu. Siedział w białej, czystej koszuli i eleganckich spodniach na ulubionym fotelu jej ojca, a w rękach trzymał książkę, którą najwyraźniej czytał. Podeszła do niego.
- Nie spodziewałam się ciebie w takim miejscu.
- Bo mechanicy nie potrafią czytać? Te czasy dawno się skończyły. - odparł z warknięciem.
- Nie, przepraszam... Po prostu nie wiedziałam, że ty lubisz... właśnie co czytasz?
- "Ullisessa", czytałaś? Znakomite! Joyce potrafił być wyrachowany!
- Nie, przepraszam, muszę już iść. - odpowiedziała zmieszana i uciekła między inne półki. Zaczęła udawać, że ogląda jakąś książkę, gdy nad sobą usłyszała jego głos:
- Boisz się mnie?
- Nie, muszę się uczyć.
- Co jest? Przecież chcesz mnie. - wyszeptał do jej ucha, przycisnął ją do siebie tyłem, a dłoń momentalnie przesunęła się na jej pierś.
Próbowała się opierać, ale nie musiał jej długo przekonywać... biblioteka była pusta, a Grzegorz szybko odpiął guziki bluzki dziewczyny. Brutalnie i szybko podciągnął jej spódnice, a wtedy ona odwróciła się do niego przodem i zaczęła namiętnie go całować. Jego dłoń wdarła się do jej majtek i zaczęła poruszać się tak, że dziewczyna niemal krzyknęła z rozkoszy.
Rozpięła mu spodnie i już bez wstydu sięgnęła do majtek, aby wyjąć to co chował tam najcenniejszego. Wtedy on znowu odwrócił ja tyłem.. i szybko.. nagle poczuła go w sobie. Poczuła, że gorącą falą przepływa przez nią fala rozkoszy, poczuła też ból - ale był to słodki ból rozkoszy. By nie krzyczeć do krwi przygryzała sobie wargi.
Jego palce błądziły ciągle po jej ciele, zęby wpiły się w szyję. To był szybki seks. Po wszystkim zapiął spodnie, naciągnął jej spódnicę i powiedział:
- Ubierz się. Dostałaś już to czego chciałaś.
- Ale...
- No co? Przecież o to ci chodziło, prawda? Nie, nie lubię czytać, ale miałem na ciebie ochotę.
Kiedy wyszedł, ciągle jeszcze czuła go w sobie. Wiedziała, że zadrwił z niej, wykorzystał ją z oczu ciekły jej łzy gdy poprawiała potargane ubrania.
Wyjechała, wyjechała w długą podróż koncertować, gdy wróciła po dwóch latach jego już nie było w posiadłości. Muzyka, od której chciała uciec, pozwoliła jej uciec od niechybnej zguby. Wiedziała, ze tamta noc była najwspanialszą jaką przeżyła, dała jej najwięcej rozkoszy...z tamtym mężczyzną.. w bibliotece.