Było piątkowe czerwcowe popołudnie w pracy miałam zostać do późna, ale szczęśliwie udało mi się skończyć wcześniej. Cieszyłam się tym bardziej, ze ostatnio wyraźnie zaczęliśmy oddalać się z moim mężczyzną od siebie. I nareszcie mieliśmy wolny weekend dla siebie! Mieszkaliśmy razem już półtora roku, zamierzałam teraz wrócić do domu i nie zważając na ewentualne protesty, namówić Roberta na kino, wspólną kolację w restauracji, lub przynajmniej spacer - bo wieczór zapowiadał się piękny i pogodny.
Nasze mieszkanko było małe i przytulne, mieściło się na drugim piętrze. W radosnym nastroju pokonałam schody i włożyłam klucz do zamka. Otworzyłam drzwi i usłyszałam dziwne odgłosy. Niewiele podejrzewając, weszłam do sypialni z której wyraźnie dochodziły te dziwne dźwięki. I stało się. Na naszym olbrzymim łóżku leżał w upojeniu Robert, a na nim jakaś słodka blondynka przeżywała orgazm swojego życia. Stałam tam i nie mogłam uwierzyć. Nagle Robert zobaczył mnie, odepchnął blondynkę i zerwał się z łóżka usiłując przykryć swoje nabrzmiałe genitalia kołdrą.
- Koniec! - krzyknęłam i rzuciłam w niego pierścionkiem, który dostałam na naszą rocznicę.
Odwróciłam się na pięcie i wybiegłam. Słyszałam, że biegnie za mną, woła mnie i zapewne tłumaczy, ale nie słyszałam słów, nie chciałam słyszeć.
Wybiegłam na ulicę i zanosząc się od płaczu pobiegłam przed siebie. Nie pamiętam jak długo biegłam, w każdym razie byłam w końcu tak zmęczona, że usiadłam na ławce. Wokół było już ciemno, a mój wzrok padł na mały bar przy ulicy. "Dlaczego nie?" - pomyślałam i weszłam do środka. Usiadłam przy stoliku i zamówiłam martini. I kolejne... i kolejne... nie pamiętam przy którym rozejrzałam się i spostrzegłam, że poza mną są tutaj właściwie prawie same pary. I znów wybuchłam płaczem. Poczułam się tak potwornie zraniona, samotna, że nie wiedziałam jak mogę sobie z tym poradzić. Cały mój świat w jednej chwili legł w gruzach. Nagle zobaczyłam białą chusteczkę, i męską dłoń która najwyraźniej mi ją podawała. Biorąc ją, zwróciłam wzrok na tego mężczyznę. Był wysoki, dobrze po trzydziestce, miał przyjemną choć niezbyt przystojną twarz. Uśmiechał się do mnie.
- Rzucił panią? - zapytał, na co ja rozzłościłam się i przecząco pokręciłam głową.
- W takim razie zdradził? - bardziej stwierdził, niż zapytał, i przysiadł się do mnie. - Proszę mu nie wybaczać, mężczyzna jeśli naprawdę kocha, potrafi zachować wierność. Zdaje mi się, że on na panią nie zasługuje.
- Nie zasługuje. - potwierdziłam. Kiedy skończyłam opowiadać, on stwierdził:
- Mówi pani, że chciała spędzić piękny wieczór z nim, poza domem. Ja myślę, że ten wieczór nadal jest piękny i nie powinniśmy go zmarnować. Zapraszam panią... gdzie ma pani ochotę pójść?
- Chcę tańczyć! - stwierdziłam z ciągle smutną miną.
- W takim razie idziemy tańczyć. - powiedział wstając i podając mi rękę.
Nie zastanawiałam się, podałam mu dłoń i wyszliśmy. Jego samochodem pojechaliśmy do klubu, gdzie tańczyliśmy do późnej nocy. Bawiliśmy się doskonale i dzięki mojemu towarzyszowi - który miał na imię Paweł - oraz alkoholowi, który ciągle krążył w mojej krwi, niemal zapomniałam o Robercie i o jego zdradzie. Po prostu nie myślałam o tym! Wyszliśmy z klubu o 4.00 w nocy. Ciągle szczęśliwi, rozbawieni, objęci...
- Gdzie cię zawieść? - zapytał, a ja zdałam sobie sprawę, że nie mam gdzie wracać. Spojrzałam mu w oczy:
- Do ciebie.
Nie odpowiedział. Zapalił silnik i po kilku minutach byliśmy pod jego drzwiami. Weszliśmy do środka i nie zapalając światła spojrzeliśmy na siebie. Pocałował mnie i wszystko zawirowało wokół mnie. Mój płaszcz, a chwilę później całe moje ubranie osunęło się na ziemię. Wiedziałam, że chcę, i potrzebuję tego, choć to nielogiczne - to miało i mogło mi teraz pomóc.
Staliśmy w ciemności, nie zamieniając z sobą ani słowa - jedynie pragnąc siebie nawzajem. Tylko to się liczyło. Przyparł mnie do ściany, a ja znalazłam wyłącznik światła i zapaliłam je.
- Chcę cię widzieć, chcę kochać się z tobą widząc wyraz twoich oczu. Chcę mieć cię tu, teraz...
Uśmiechnął się, a jego rozgrzane usta zaczęły błądzić po moim ciele. Ukląkł przy mnie a ja poczułam jak jego język krąży wokół mojego pępka, delikatnie wsuwając i wysuwając się. Rozchylił moje nagie uda i ucałował najsłodszą ich zawartość.. wiedziałam, że brak owłosienia niezwykle mu się spodobał. Czułam rosnące w nas podniecenie. Przytulił twarz do mego łona.
- Kocham ten zapach kobiety. - wyszeptał. Jego palce zagłębiały się we mnie raz po raz. Stojąc przy ścianie zsunęłam się niżej i uklękłam obok niego. Całowaliśmy się a moje dłonie coraz śmielej poznawały wszystkie zakamarki jego ciała. Całowałam go niżej i niżej aż dobrnęłam do jego męskości... zobaczyłam jak duży, prężny i pulsujący jest już jego członek - gotowy wejść we mnie w każdej chwili. Pocałowałam go delikatnie, podążając języczkiem wokół jego żołędzi. Bez cienia skrępowania przygryzłam go delikatnie wargami i wzięłam całego do ust. Słyszałam jak Paweł jęczy z rozkoszy. W uniesieniu szeptał, wzdychał i jęczał.
Wtem wysunął się szybko acz zdecydowanie i delikatnie wszedł we mnie. Obydwoje na kolanach kołysaliśmy się delikatnie w rytm naszej namiętności. On wchodził we mnie, penetrował moje wnętrze, a jego nos zagłębiał się w moich włosach. Chwila szczytu zbliżała się coraz szybciej i szybciej, aż nadeszła - gorącą falą przepłynęła przez nasze ciała i zespoleni w każdej cząstce osiągnęliśmy orgazm. A później zasnęliśmy objęci, oboje nadzy na rozgrzanej naszą miłością podłodze.
Rano wstałam szybko i nie budząc Paweł na paluszkach wyszłam. Nie spotkałam go już nigdy, nie wróciłam też do Roberta. Myślę, że dzięki Pawłowi zrozumiałam, że tak ważną część życia jaka jest czerpanie przyjemności z seksu można odnaleźć przy boku innego mężczyzny. Paweł pozostał mi wspomnieniem najgrzeszniejszej, na wskroś rozkosznej nocy mojego życia.