-Są lody?
-Są!
-Poproszę dwa małe, w całości.
-Kpisz, czy o drogę pytasz?
-Jeśli droga prowadzi do twojego serca, to nie kpię.
-To, jakie mam podać te lody i ile porcji, bo widzę was dwóch.? Jeden nawet pyskaty.
-Pyskaty, brodaty i syn swojego taty. A lody poproszę bardzo zimne, by zmrozić serce nazbyt gorące.
-To do lodóweczki zapraszam.
-I, co? Pingwina mam udawać? Serce gorące, to ma mój przyjaciel, co stoi za mną i milczy, bo nieśmiały. Ja, jestem tylko ciepłokrwisty i nie mam ochoty na krioterapię.
Minęło już kilka lat, a ja pamiętałam dokładnie jak to się zaczęło. To był początek naszej przyjaźni. Niekonwencjonalnej przyjaźni. Bo czy to możliwe, by istniał taki rodzaj związku?
Dzięki nim, odkryłam, iż posiadam podwójną osobowość.
Kiedy we troje poszliśmy tego samego dnia do kina, pyskaty Max zaraz po zgaszeniu świateł na widowni, objął mnie ramieniem, a jego palce zaczęły pieścić moją pierś, wsuwając się pod sukienkę. Zaskoczenie sparaliżowało mnie kompletnie. Nie byłam wstanie ruszyć się i zareagować. Gorączkowo szukałam sposobu wyswobodzenia się z tego uścisku, lecz ze zdziwieniem stwierdziłam, że ta pieszczota zaczyna sprawiać mi przyjemność. Poczułam dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Dreszcz ten, zatrzymał się i usadowił w okolicy podbrzusza, rozlewając gorący promień w tym miejscu. Tylko siłą woli powstrzymywałam się przed dotknięciem tego miejsca ręką. Coraz bardziej i z każdą chwilą, podniecała mnie ta cała sytuacja. Nawet nie spostrzegłam, kiedy położył mi drugą rękę na kolanie. Dopiero, gdy chłodna dłoń wdarła się i oddzieliła ciało moje od majteczek, a palce przesuwały się wolniutko, lecz z uporem ku górze, by w następnej chwili zejść z powrotem w dół i wtargnąć w moje wnętrze, dotarło do mnie, co się dzieje. Było jednak już za późno. Stwierdziłam, że jestem gotowa go przyjąć, nawet tu i teraz. Ta brutalność tak mnie podnieciła, że czułam naprężone sutki, domagające się wręcz pieszczoty. Oczy zaszły mi mgłą, a ręka moja objęła jego dłoń, chcąc ukryć to, co działo się z moim podbrzuszem. Zawstydziłam się swojej reakcji, ale to było silniejsze ode mnie. Kiedy rozchyliłam bezwiednie nogi, by poddać się pieszczotom, Max nagle wycofał obie ręce i jakby nigdy nic, zaczął śledzić film.
Ja cię zabiję – szepnęłam, nachylając się do jego ucha.
Uśmiechnął się tylko, nie odwracając głowy od ekranu.
Po seansie odprowadzili mnie obaj pod dom i rozstaliśmy się umówieni na następny dzień na spacer.
Nie mogłam przestać myśleć o tym, co się stało w kinie. Jak mogłam się tak zachować? Jak mogę na dodatek teraz jeszcze pragnąc jego dotyku, choć był brutalny? A może dlatego, że był taki brutalny i podniecający zarazem?
Nie słyszałam dzwonka i dopiero, kiedy stanął przede mną, oderwałam natrętnie powracające myśli o nim i o tym, co się tam stało. Z tego wszystkiego jak widać, zapomniałam przekręcić patent w drzwiach.
Podszedł do mnie i bezceremonialnie uniósł, a następnie posadził na stole kuchennym, wpijając się wargami w moje oniemiałe z zaskoczenia usta. Objęłam go rękoma za szyję, a nogami w pasie, by odebrać mu szansę wycofania się. On jednak, nie miał takiego zamiaru. Wręcz przeciwnie. Gorączkowo zaczął szamotać się z moją sukienką, by po chwili wtargnąć we mnie ostro, zachłannie i z szaleńczym impetem penetrując moje wnętrze. Ruchy jego stawały się coraz mocniejsze i szybsze. Płonęłam, pojękując z rozkoszy, jaką mi dawał.
Kiedy uniósł mnie, kierując się w stronę pokoju, mocno ściskając jego szyję unosiłam się i opadałam w szaleńczym tańcu. Stojąc nad łóżkiem oderwał moje ręce od szyi. A kiedy runęłam z wysokości jego bioder na pościel, szybkim ruchem odwrócił mnie brzuchem do prześcieradła, by w następnej chwili przyduszając swym ciałem, zanurzyć się z powrotem we mnie, w tej nowej dla mnie pozycji. Przyciśnięta mocno policzkiem do poduszki, gorączkowo myślałam, co się ze mną dzieje. Czemu pozwalam na to, by wchłanianie go całego, sprawiało mi niewypowiedzianą rozkosz? Z każdą chwilą, kiedy brzuch jego dotykał moich pośladków wylewałam z siebie już teraz fontannę dzikiej rządzy, jaka mnie opanowała.
On też dochodził do szczytu rozkoszy, bo poczułam mocniejszy uścisk jego rąk obejmujących moje piersi. Kiedy opadł, wylewając gorący strumień na moje plecy, byłam ogromnie wyczerpana, ale i spełniona.
Legliśmy obok siebie łapiąc powietrze wielkimi łykami. Zmęczeni i nasyceni sobą. Drżałam cała, gdy wtulałam się w jego ramiona chcąc zasnąć. On, dumny z siebie samiec, głaskał jeszcze moje podbrzusze w podobny sposób jak w kinie.
To wszystko, przebiegało w zawrotnym i nieoczekiwanym dla nas chyba wszystkich tempie i kierunku. Kilka dni po wydarzeniu z Maxem, a potem wspólnym już spacerku we troje, spotkałam w tramwaju Roberta. Tłok był niesamowity, więc ocieraliśmy się jeden o drugiego. W pewnej chwili poczułam na pośladkach pęczniejące z każdą sekundą zgrubienie wżynające się pomiędzy obie moje półkule, oddzielone od niego materiałem letniej sukienki. Zarumieniona, obróciłam się przez ramię z trudnością, by zobaczyć, choć kątem oka właściciela tegoż zgrubienia.
Za mną stał Robert. Czerwony, ze strachem w oczach wyczekiwał mojej reakcji.
-Cześć Robert!- odezwałam się do niego pierwsza, trochę speszona tą sytuacją.
-Cześć Zuzanno!- odpowiedział, jeszcze bardziej się czerwieniąc.
-Przepraszam, ale ten ścisk, wymusza taką sytuację –dopowiedział spuszczając oczy jak panienka.
-Nie przejmuj się i powiem ci, że przyjemny ten twój dotyk – powiedziałam, mrużąc przy tym oko. Chciałam też sama ukryć zażenowanie. No i by on poczuł się lepiej. Zawsze był nieśmiały. Mało mówił, a jeśli już, to spokojnie, prawie szeptem i same miłe rzeczy. Ta jego delikatność, nieśmiałość, pociągała mnie. Powstał w mojej głowie obraz sytuacji, w jakiej się znalazłam z Maxem. Wyobraźnia podpowiadała mi całkiem inny scenariusz. I nie pomyliła się, kiedy do tego doszło. Bo dojść musiało. Tego zapragnęłam już tam, w tym tramwaju i wiedziałam, że stać się to musi. Czekałam na to.
Odprowadził mnie do domku niosąc sprawunki. Kiedy postawił je na stole kuchennym, odruchowo podeszłam i pocałowałam go w policzek, dziękując za przysługę.
-Dziękuję Zuzanno za wyrozumiałość w tramwaju.
-Powiedziałam już, że to było nawet miłe.
-Wiesz, chciałem z tobą porozmawiać i prawdę mówiąc, to jechałem do ciebie w pewnej sprawie.
-Mów, a ja przygotuję kawę, to lepiej będzie nam się rozmawiało – powiedziałam krzątając się już w kuchni.
-Otóż, nie wiem czy Max mówił już o tym tobie, że dostaliśmy eksmisję z mieszkania i nie mamy się gdzie podziać? On jest hardy, więc pewnie nie przyznał się do tego, a ja boję się zostać bezdomnym. Mamy już oboje pracę, lecz dług czynszu przekracza nasze możliwości, no i jest już za późno na odkręcenie sprawy. I tu jest moja hm,…prośba, mimo, że tak krótko się znamy. Czy moglibyśmy na jakiś czas pomieszkać tu z tobą? Zapewniam, że jesteśmy porządnymi ludźmi i postaramy się jak najmniej absorbować swoją osobą. Chodzi tylko o sam nocleg, bo perspektywa dworca kolejowego, strasznie jakoś mnie przeraża, więc odważyłem się przyjść z tym tutaj, a raczej przyjechać tramwajem.
-Co do ciebie, to jestem tego pewna, natomiast Maxa trochę się boję.
-Wiem, widziałem niechcący, co robił w kinie, ale zapewniam, że to dobry człowiek, tylko porywczy i wylewny w okazywaniu swych uczuć.
Oj, żebyś ty wiedział jak wylewny – pomyślałam, natomiast głośno zaśmiałam się, kryjąc tym swoje myśli.
-To może zrobimy tak, że na próbę przenocuję was dwa, trzy dni i jak wszystko będzie ok., to pozwolę wam tu zamieszkać do chwili poszukania sobie własnego lokum.
-Jesteś aniołem! – krzyknął, padając na kolana. Zaczął rozgorączkowany całować moje obie ręce.
Jego wargi były delikatne, niczym płatki róży. Nie broniłam mu tego. Obrócił dłoń i przyssał się na chwilę, w sam środeczek dłoni. Fala gorąca przeszyła mnie momentalnie. Wystraszyłam się tego, wyrywając mu rękę. Odskoczył ode mnie jak oparzony, sądząc pewnie, że posunął się za daleko.
Po dwóch godzinach, byli już obaj u mnie. Meble wywieźli do znajomych na wieś na przechowanie, jak tylko dowiedzieli się o eksmisji, więc zapakowali rzeczy osobiste i zawitali w moje progi.
Wieczór spędziliśmy na opowiadaniu o sobie.
Zmęczeni tym, uchwaliliśmy, że idziemy spać. Zaczęłam rozkładać duży, stary tapczan, by wspólnie przespać dzisiejszą noc. Nie było sensu, by kładli się na ziemi, jak tego chciał wpierw Robert.
Leżąc pomiędzy nimi, skierowałam wpierw myśli na Maxa, zastanawiając się jak zachowa się teraz, bo o Roberta, to raczej intuicyjnie byłam spokojna. A może się myliłam?
Faktycznie, ułożył się na samym brzegu tapczanu, bojąc się, że przypadkowo mnie dotknie i wprawi nas w zakłopotanie.
Odwróciwszy się plecami do Maxa, położyłam się na lewym boku, by przypatrzeć się niemal anielskiej twarzy Roberta, rysującej się w ciemności, podświetlonej znikomym blaskiem latarni ulicznej przebijającym zza zasłon.. Nie spał jeszcze, ułożony na wznak. O czym myślał? - Nie wiem.
Kiedy Max, leżąc z drugiej strony i jak się tego jednak słusznie spodziewałam, zaczął pieścić moje piersi przylgnąwszy do mnie mocno, ja pomyślałam, jak robiłby to Robert. Czy też tak brutalnie i natarczywie?
Ręce Maxa, wędrowały po mnie rozpalając coraz bardziej nie tylko ciało moje, ale i myśli.
Poddałam się temu, nie wiedzieć czemu. Przez chwilę stałam się tą ognistą kotką z kuchni, pragnącą dzikiej, wyuzdanej namiętności. Kiedy to robił, musiałam ręką zaprzeć się, by nie zmienić pozycji. Chciałam zobaczyć też reakcję Roberta, bo nie było możliwe ukryć tego, co wyrabiał ze mną Max i co się w tedy ze mną działo. To nie byłam „JA”, bo pozwalałam, by Max robił swoje, prężąc się we mnie, jakby nie było Roberta. Ręka podpierająca mnie, osunęła się pod naporem Maxa i z przerażeniem stwierdziłam, że dotykam Roberta w okolicy biodra. Obrócił się na bok w moją stronę i z pod przymkniętych powiek przypatrywał się temu, co robimy. Nie wiem do dziś, jak to się stało, że moja ręka zawędrowała dalej w jego kierunku, natrafiając już teraz na jego klejnot o bardzo dużych rozmiarach, jak się okazało. Bezwiednie objęłam go, by w rytm wchodzenia Maxa, przesuwać ręką po cudownie prężącym się członku. Robert zastygł w bezruchu, wbijając tylko oczy we mnie. Byłam ogromnie podniecona. Nie przestawałam pieścić dalej Roberta, nawet, gdy Max zakończył i opadł wyczerpany.
Po chwili, usłyszałam tylko jego głęboki oddech.
Przewracając się na plecy, zmieniłam rękę wsuwając ją pod kołdrę przykrywającą Roberta. On, nieznacznie się przesunął w moim kierunku i po krótkim wahaniu, dotknął mojego biodra.
Kiedy nie zareagowałam, odważył się odsunąć halkę, w której spałam, nieco wyżej. Przymknęłam oczy, gdyż pożądanie powróciło. Tylko, że teraz pragnęłam Roberta. Poczułam płatki jego ust na swoim udzie. Odsunął kołdrę, by odsłonić mnie całą. Nachyliwszy się nade mną, posuwał się teraz językiem wpierw w dół po udzie, by wracając, założyć sobie moją nogę na swoje plecy. Niesamowity dreszcz przeszył mnie w chwili, kiedy dotarł do rozgałęzienia nóg. Język jego zaczął szaleńczy taniec. Wdzierając się we mnie wolniutko, by naprzemian wycofując się, ssąc i drażniąc najwrażliwsze części mojego ciała, doprowadzić mnie do orgazmu, jakiego jeszcze nie przeżyłam.
To miękkie, a zarazem chropowate ciało potrafiło drażnić moje wnętrze przyprawiając o spazm rozkoszy. Objęłam jego głowę, pragnąc, by jeszcze głębiej się zanurzył. Był mistrzem w tym, co robił. Ssał moje płatki na przemian obsypując je dodatkowo pocałunkami i delikatną pieszczotą palca. Następnie, smakując mnie kawałek po kawałku przesuwał się coraz wyżej, brnąc środkiem, - aż dotarł do piersi. Ręce oplotły je, a język wędrował z jednej do drugiej naprzemian.
Uniosłam lekko nogi, umożliwiając mu wejście. Zrobił to niesłychanie czule i delikatnie. Rozszerzał mnie do granic wytrzymałości, wolno i miarowo wycofując się, by wrócić w moją głębię od nowa. Doznałam ponownego wzniesienia się na najwyższe szczyty doskonałości. Bo to, czego doznałam, było rozkoszą nie do opisania. Teraz byłam inną kobietą. Nie zachłanną, pragnącą brutalności. – Byłam w niebie.
Moja osobowość zmieniała się niemal każdej nocy, w zależności, na co miałam ochotę. Stałam się uzależniona od nich i od siebie. Trwało to kilka lat, bo taki stan rzeczy wszystkim nam odpowiadał. Ciągle gnębiło mnie tylko pytanie: „Czy było to z ich strony ukartowane, czy faktycznie, każdy z nich był inny?” – Nigdy się tego nie dowiedziałam.
Często też, zastanawiałam się, co w nas ludziach siedzi takiego, że pragniemy jednocześnie sprzecznych ze sobą, całkiem krańcowych doznań? Potrafimy zapragnąć czegoś, co nie leży w naszej naturze. Co często się z nią kłóci.
Gdy pewnego dnia Max zginął w wypadku samochodowym, Robert pozostał. Nie tęskniłam za brutalnością. Wolałam mimo wszystko to delikatniejsze niebo niedającej się opisać rozkoszy”.