Sex Planeta
Zaloguj się | Pomoc | Nie masz konta? - Rejestracja!
Sex Planeta
Kategorie
Amatorki (1861)
Anal (3083)
Anime (580)
Azjatki (652)
BDSM (404)
Bikini (371)
Bisex (26)
Blondynki (2703)
Brunetki (1635)
Ciąża (54)
Creampie (351)
Dojrzałe (672)
Faceci (76)
Fetysze (1521)
Fisting (126)
Geje (257)
Głębokie Gardło (515)
Hardcore (6107)
Interracial (665)
Laski (2428)
Latynoski (321)
Lesbijki (1111)
Mamuśki (1621)
Murzynki (594)
Nastolatki (4141)
Oral (6094)
Orgie (382)
Owłosione (427)
Pissing (78)
Polskie (151)
Pończochy (1371)
Połykanie (276)
Puszyste (476)
Rajstopy (172)
Rude (794)
Sex Grupowy (1857)
Shemale (210)
Squirting (119)
Stare (139)
Stopy (141)
Wielkie Cycki (3503)
Wielkie Kutasy (269)
Wysokie Obcasy (1119)
Wytryski (6158)
Zabawki (1920)
Znane (196)
Sexplaneta.pl » Opowiadania » Cztery Gale
Cztery Gale
Dodano: 21.05.2008 10:57
Przez: Sylwunia
Ze snu wytrącił mnie cichy syk otwieranych automatycznie drzwi. Sennymi jeszcze oczyma spojrzałam przez zalane deszczem okno autobusu, ale na zewnątrz było już zupełnie ciemno. O tej porze roku zmrok zapadał nieprzyzwoicie wcześnie. Miasto osnute czernią i deszczem wydawało się wyciągać swoje okrutne szpony po każdego obcego. I tak właśnie się czułam, obca i zagubiona. Nie pomagała nawet świadomość, że Jasiek siedzi tuż obok.
Roztarłam powieki i odwróciłam się do niego.
- Jasiu – trąciłam go w ramie – Pobudka. Dojechaliśmy.
Chłopak otworzył oczy i rozprostował ręce. Rozejrzał się po autobusie z którego pierwsi pasażerowie zaczęli wysiadać na zalany wodą peron.
- Dojechaliśmy? – objął mnie i pocałował delikatnie w policzek – To dobrze. Długo spałem?
- Pół drogi.
- Długo – skwitował i poderwał się w siedzenia. – chodź, wysiadamy.
Grube ciężkie krople zimnego deszczu szybko obmyły mnie z resztek snu. Jasiek zapiął kurtkę i wyciągnął z bagażnika autobusu dwie małe torby podróżne. Kuląc głowy w ramionach pobiegliśmy pod dach dworca.
Ludzie powoli zaczęli rozchodzić się, każde w swoim kierunku. Kilkoro przywitało się z rodziną, inni wsiedli do taksówek i odjechali. Nie minął kwadrans jak zostaliśmy zupełnie sami.
- Nie ma jej – skomentował Jasiek rozglądają się dokoła – Może odwołała?
- Niczego nie odwołała – wyjaśniłam przestępując nerwowo z nogi na nogę.
Chłód już dopadł moje stopy i piął się teraz coraz wyżej
- Powiedziała, że będzie czekała.
Jasiu postawił kołnierz i idąc w moje ślady również zaczął truchtać w miejscu. Po kolejnym kwadransie byłam niemal skostniała i gotowa na powrót do domu. Z trudem powstrzymywałam łzy napływające do oczu wbrew mojej woli.
- Idę do środka, – jęknęłam – może będzie gdzieś gorąca herbata.
- Mówiłaś, żeby czekać na zewnątrz – zaprotestował Jasiek – A jak nas nie zauważy?
- Zostań. Zaraz będę z powrotem.
Kucnęłam przy torbie i wyciągnęłam z niej portmonetkę.
- Ania Kwiecień, Janek Wisiński ?
Lekko wystraszona spojrzałam w kierunku, z którego dotarł do mnie miły kobiecy głos. Wstałam i bez słowa ukłoniłam się.
Kobieta miała około pięćdziesięciu lat i ubrana była w jasne obszerne lisie futro. Wysokie obcasy dodawały jej wzrostu którego i bez obcasów jej nie brakowało. Była wyższa ode mnie o głowę i o włos niższa od Jaśka. Na jej niewątpliwie pięknej jeszcze twarzy malował się spokój i lekki uśmiech.
- Czekacie – stwierdziła podchodząc bliżej
- Tak – wycedziłam
- Zapraszam do auta – wskazała piękną czarną limuzynę, którą powinniśmy zauważyć już wcześniej.
Samochód po prostu stał pod szerokim dębem tylko odrobinę zasłonięty niskimi konarami. Zabraliśmy torby i zajęliśmy wskazane nam tylne siedzenia. Kobieta usiadła z przodu, obok kierowcy, który bez słowa uruchomił silnik i odjechał w noc.

***

- Cudownie mi – niemal wrzasnęłam przeciągają się na leżaku – Zostańmy jeszcze tydzień.
Adam zerknął na mnie spod okularów.
- Nie możemy – wyjaśnił spokojnie – W poniedziałek zwołujemy radę, a we wtorek jest gala. Chcesz ją odpuścić?
- Nieee – odparłam z szerokim uśmiechem – Nigdy. Czuję, że to będzie coś wyjątkowego. Ile osób się zgłosiło?
- Ponad sto.
- Cudownie – powtórzyłam i na samą myśl rozsunęłam lekko uda.
Egipskie słońce grzało niewiarygodnie, ale to tylko pobudzało mnie do działania. Myśli kłębiły się w głowie niczym w szybkowirującej pralce. Przeciągnęłam powoli dłońmi po moich nagich piersiach powodując, że sutki w ciągu jednej chwili stały się twarde, czerwone i jędrne. Przechodzący obok, niosący drinka chłopak z obsługi hotelowej zerknął samczo w moim kierunku i omal nie wpadł do basenu. Zachichotałam. Wiem doskonale, jak działa na mężczyzn moje ciało. Miałam dwadzieścia cztery lata, urodę anioła i figurę bogini. Poczułam rozkoszną wilgoć między udami.
- Cudownie – zawtórowałam samej sobie – Adam, choć na górę. Chcę się pobawić.
- Monika, jestem wykończony. Poza tym w pokoju jest ktoś, kim możesz się pobawić.
- Oj nie. Ona jest już do niczego. – zajęczałam żałośnie – Będzie trzeba za nią zapłacić Hassimowi jakie pieniądze.
- Bzdura – syknął Adam – Postawił ten hotel za pieniądze mojego banku. Za nic nie będziemy mu płacić.
- Dobrze, nie denerwuj się – uspokoiłam go - Idę, trzeba dać jej coś do picia.
- Jak to – Adam uniósł się z leżaka i roześmiał niemal na głos – Nic nie piła od rana? Chcesz ją zabić?
- Zaraz tam zabić, nie przesadzaj. Tak jest zabawniej. Nie wyobrażasz sobie, co mogę jej zrobić, kiedy umiera z pragnienia.
- Jesteś okrutna – skarcił mnie z przekąsem
- I kochasz mnie za to ...
- Kocham
- Uwielbiasz
- Uwielbiam
- No to idę
Wstałam energicznie i okrywając się skąpym ręcznikiem podreptałam do apartamentu (przy okazji zerkając na łakome spojrzenia mężczyzn i kobiet). Otworzyłam drzwi za pomocą nowoczesnej karty elektronicznej i od razu w holu zrzuciłam z siebie ręcznik. Z małej pokojowej lodówki wyciągnęłam butelkę francuskiego wytrawnego wina i napełniłam nim wąski pucharek. Z lampką w dłoni stanęłam przed lustrem i jedną ręką ściągnęłam sobie majteczki. Stałam tak, zupełnie naga i z przyjemnością oglądałam swoje odbicie. Odrzuciłam do tyłu długie czarne włosy i przyjrzałam się piersiom, płaskiemu brzuszkowi, gładkiemu łonu i długim zgrabnym nogom. Byłam po prostu piękna. Śliczna. Cudowna. Uwielbiałam swoje ciało i swoje myśli w których je opisywałam. Odwróciłam się i mrużąc oczy z zachwytu obejrzałam swoje okrągłe jędrne smakowite pośladki. Cudownie.
Opróżniłam lampkę z wina i udałam się prosto do łazienki. Weszłam pod prysznic odkręcając zimną wodę, której lodowaty strumień zalał moje ciało ujędrniając skórę, ale nie zdołał ostudzić podniecenia. W końcu sięgnęłam dłonią w dół, minęłam wzgórek i z rozkoszą wsunęłam paluszki między dwa miękkie płatki mojej różyczki. Pieściłam się delikatnie i namiętnie oglądając z uwagą reakcje mojego ciała i przeżywając długi głęboki orgazm.
Z łazienki wyszłam pół godziny później. Nalałam sobie jeszcze jedną lampkę wina i na mokrą skórę naciągnęłam świeże majteczki. Znów nie mogłam oprzeć się pokusie, żeby przyjrzeć się sobie przy lustrze. Piękny widok, westchnęłam z uśmiechem. Odwróciłam się w końcu i podeszłam do łóżka. Ogromnego nowoczesnego łoża ze lśniącej stali i drewna, którego nogi imitowały rzeźbione lwie łapy. Do jednej z nich przypięta była młoda dziewczyna. Śliczna mulatka ze świty Hassima, dyrektora i współwłaściciela hotelu, który w podzięce za preferencyjny kredyt z banku mojego męża, użyczył nam dziewczyny na czas pobytu w hotelu. Panienka miała na imię Kira, miała jakieś osiemnaście lat i sądząc po zadbanej skórze i strojach Hassim traktował ją po królewsku. I bardzo dobrze, bo nigdy nie miałam ochoty na zabawę z ulicznymi dziwkami. Teraz jednak Kira przyodziania była tylko w smycz z łańcuszka, przypiętą z jednej strony do nogi łoża, a z drugiej do ostrej naostrzonej od wewnątrz kolczatki zapiętej na jej szyi. Ręce miała związane z tyłu, a nogi umocowane do drewnianej tyczki szeroko rozwierającej jej uda. Całe plecy, pośladki i nogi pokryte miała szerokimi czerwonymi pręgami po kablu, którego używałam chcąc zadać jej troszkę bólu. Warowała teraz na kolanach przy łóżku jak porządna posłuszna suczka. Pochyliłam się nad nią i obejrzałam z bliska. Miała szorstkie wyschnięte, szeroko otwarte usta i gardło doskonale odsłonięte dzięki dentystycznemu rozwieraczowi uniemożliwiającemu jej zamknięcie buzi.
Dziewczyna podobała mi się jeszcze tydzień temu, ale teraz byłam już znudzona ciągłym zaspokajaniem się jej ciałem, gwałceniem, okaleczaniem, torturowaniem i upokarzaniem obcej paniusi. Po dwóch tygodniach była prawie całkowicie wyeksploatowana. Prawie.
Przeciągnęłam się rozkosznie i podeszłam do lodówki wyciągając z niej butelkę zimnej wody. Wróciłam do skulonego zwierzątka, odkręciłam butelkę i przez chwile przyglądałam się jak Kira unosi pyszczek i błaga o wodę. Uśmiechnęłam się do niej i napiłam się cudownie chłodnego płynu prosto z butelki. Zakręciłam ją i odstawiłam do lodówki. Podeszłam do łóżka i wyciągnęłam spod niego srebrne błyszczące naczynie. Podniosłam wieczko sprawdzając zawartość, poczym postawiłam je na podłodze i stopą podsunęłam pod usta dziewczyny. Odwróciłam się i bez słowa ruszyłam do drzwi przysłuchując się rozkosznym dźwiękom dochodzącym zza moich pleców. Tuż przed wyjściem zerknęłam jeszcze na Kirę, która już trzymała buzię w moim wieczornym nocniczku i cicho chłeptała jego zawartość. Tylko na chwile uniosła się do góry i spojrzała na mnie dziękując w języku angielskim. Po policzkach, nosku, ustach i brodzie ściekał jej złocisty płyn. Oblizała się i znów włożyła twarz w nocniczek łapczywie pijąc z niego mój mocz.

***

Jechaliśmy już od pół godziny, niezmiennie mijając za oknami ten sam zalany czernią nocy krajobraz przedmieścia. W końcu kobieta w futrze odwróciła się do nas i ładnie uśmiechnęła.
- Nazywam się Julia Borduex – wyrecytowała jak z wiersza – Zatrudnię was na cztery dni. Wasza praca będzie polegała na pomocy w przygotowaniu i obsłudze przyjęcia, a raczej gali, jak to mają w zwyczaju nazywać te spotkanie nasi wyjątkowi goście. Sama gala również będzie specjalna, ale o tym później. Zaczynacie pracę od jutra, a kończycie w czwartek wieczorem. Wynagrodzenie to dwa tysiące złotych dla każdego. Teraz pokażę wam pokój gdzie będziecie mogli spać i wypoczywać w wolnym czasie. Jesteśmy na miejscu.
Samochód zatrzymał się tuż przed wysokimi dębowymi bogato zdobionymi drzwiami. Lało jak z cebra, a z umieszczonej na murze latarenki światła było jak na lekarstwo, więc nie od razu mogłam ocenić wygląd i wielkość budynku. Ale kiedy wysiadłam z auta poczułam, że krew w moich żyłach znacznie przyśpieszyła biegu. Ni stąd, ni z zowąd pojawiło się dziwne uczucie, że ten dom zmieni moje życie. Teraz mogłam już dostrzec całą jego potęgę. Nie, to nie był dom. To była ogromna willa. Pałac. Prawdziwy Zamek. To najlepsze określenia tego, co przede mną wyrosło. Parter i dwa piętra pięły się niemal pod samo niebo. Duże zdobione złotymi szprosami okna nadawały unikalnej budowli blasku i książęcej szlachetności. Kilkuspadowy dach zakończony czterema strzelistymi wieżyczkami i ozdobiony warownym murem wieńczył to imponujące średniowieczne dzieło architektury. Nie miałam pojęcia, że w okolicy Warszawy zachowały się takie budowle, w dodatku całkiem odrestaurowane i w pełni funkcjonalne.
Jasiek podbiegł do mnie, złapał za ramię i pociągnął do środka idąc w ślad za Julią Borduex. Znaleźliśmy się w wąskim niskim korytarzu.
- To część służbowa – wyjaśniła Julia odpowiadając na moje telepatyczne pytanie – Na górze są pokoje, na dole kuchnia i spiżarnia. Chodźmy. – dodała ruszając po schodach.


- Odłożysz pieniądze, czy coś sobie kupisz? – zapytał Jasiek kładąc się obok mnie i naciągając na koc na nogi.
- Odłożę, żeby coś sobie kupić – wydukałam obejmując go – Może uskładam na własną suknię. Nie chcę wypożyczać.
- Ja też kupię garnitur. Może nawet uszyję na miarę. Ale będzie we wsi buczało. Wisiński żeni się w garniaku prosto od krawca. Jak burżuj – roześmiał się cicho.
Również zachichotałam. Jasiek odwrócił się na bok, przekręcił mnie na plecy i pocałował, a jego dłoń szybko powędrowała między moje uda.
Tej nocy kochał mnie mocno i namiętnie, niemal brutalnie. Tej nocy było mi bardzo dobrze. Tej nocy jak zwykle zasnął głęboko, chrapiąc słodko niczym włochaty wilk. Tej nocy jak zwykle przed zaśnięciem nuciłam sobie kolejne wersy piosenki, która od kilku lat błąkała się po mojej małej główce

Mój drogi Panie, ja go nie kocham, taka jest prawda.
Pan główną rolę gra w każdym śnie.
Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama.
Życie jest życiem, Pan przecież wie.

Tej nocy zasnęłam przy moim mężczyźnie dopiero po północy. Tej nocy usnęłam przy min po raz ostatni.

Następnego ranka, zgodnie z wcześniejszymi wytycznymi, ubraliśmy się w przygotowane dla nas mundurki i zeszliśmy na dół, prosto do ogromnej jak boisko kuchni. Zebrało się już ponad trzydzieści osób, a chwilę później pojawiła się Julia Borduex zajmując miejsce na środku pomieszczenia. Odczekała jeszcze chwilę, zanim ostatnie osoby dołączyły do zgromadzonego „personelu”.
- Witam Państwa serdecznie – zaczęła kiedy upewniła się, że nikogo nie brakuje – Udzielę teraz kilku informacji. Obowiązki jakie zaraz rozdzielę, będą obejmowały, ogólnie rzecz ujmując, przygotowanie bankietu. Zapewnicie obsługę kuchni, sali, baru, stołów, toalety. Na przygotowania macie dwa i pół dnia. We wtorek wieczorem zaczyna się gala i trwa całą noc. Następny dzień to sprzątanie. W środę wieczorem jesteście wolni. Pracujecie na zmiany, osiem na osiem godzin. W noc gali pracują wszyscy. Teraz kilka słów o samej gali. Używając najprostszych słów, to przyjęcie o charakterze seksualnym. Ekskluzywna orgia dla ekskluzywnych gości. Będzie się odbywała w głównej sali bankietowej. Tylko tam i nigdzie indziej. Zostaną rozstawione łoża, stoły, fotele i kilka innych dodatkowych mebli służących do bardziej wymyślnych stosunków seksualnych gości. Powtarzam, gości. Wy, czyli obsługa nie macie obowiązku ani prawa uczestniczyć w tych praktykach, które mogą się, szczególnie dla Panów wydać dość atrakcyjne. Jeśli ktoś złamie zasady, automatycznie rezygnuje z wynagrodzenia, a wtedy może dołączyć do gości. Ale uprzedzam, że ich praktyki są z reguły wyjątkowo namiętne, wyuzdane i perwersyjne, czasami również okrutne i sadystyczne. Musicie być przygotowani na niezwykłe zachowania, które dla większości z was będą niezrozumiałe, niepojęte, czy wręcz nieludzkie. Jesteście tu jednak po to, żeby wykonać pewną pracę i zarobić pieniądze. Przyjechaliście z różnych stron kraju i zostaliście dobrani tak, żeby zminimalizować możliwość wspólnej znajomości między wami na wzajem, jak i gośćmi. Robicie swoje, goście robią swoje. To tyle. Czy jak dotąd wszystko jasne?
Pytanie wywołało ciche poruszenie, a raczej wybiło wszystkich z lekkiego letargu w jaki popadliśmy słuchając niezwykłego, szokującego monologu. Rozejrzałam się po zgromadzonych, zerknęłam na Jaśka, który już teraz zbladł jak ściana. Po kilku sekundach wszyscy cicho przytaknęli i Julia Borduex mogła kontynuować.
- Zanim przejdziemy do pracy muszę was poinformować o jeszcze jednym obowiązku. Być może dla niektórych będzie to kropla przepełniająca czarę goryczy, nie mniej jednak jest to wymagana konieczność. Mianowicie, podczas trwania gali wszyscy będziecie pracowali topless. Dotyczy to zarówno dziewcząt jak i chłopców. Kogo więc to przerasta, jest teraz wolny. Dostanie zwrot kosztów podróży i zostanie odwieziony na dworzec. Samochód odjeżdża za kwadrans. Reszta zaraz zostanie skierowana do swoich obowiązków i zaczynamy.
W pomieszczeniu nastała cisza tak głęboka, że słychać było krew pędzącą w naszych żyłach. Minęło kilka minut podczas których Julia Borduex przyglądała się nam uważnie.
Nikt nie wyszedł.
- Dobrze – przerwała ciszę – Witam wszystkich ponownie i zaczynamy pracę.

***

Kiedy auto zajechało na podjazd było już późne popołudnie. Szofer otworzył drzwi i chwilę później znów stałam przed schodami naszego domku. Adam uważnie rozejrzał się dokoła sprawdzając, czy ogrodnik nie zepsuł klombów i czy nie przesadził z podlewaniem ogrodu. Delikatne róże, tulipany i chryzantemy nie wytrzymałyby zbyt dużej ilości wody, a nasz stary Pan Ignaś nader często zapominał wyłączyć zraszaczy. Oboje zupełnie nie mieliśmy do niego przekonania. Był najwyższy czas by go zmienić.
Szofer sięgnął do bagażnika i wniósł walizki stawiając je tuż przed drzwiami. Adam zapłacił mu i mężczyzna odjechał.
Weszłam po schodach i otworzyłam drzwi. Nareszcie. Schowałam się przed wszechobecną mżawką. Chwilę po tym jak Adam wniósł walizki do domu, z kuchni wybiegła Majka.
- Aaaa – wrzasnęła i ruszyła pędem w moją stronę
Rozłożyłam ramiona i pozwoliłam, aby w nie wpadła. Zrobiła to prawie mnie przewracając.
- Hej maleńka – przywitałam ją – Tęskniłaś?
- Umierałam – wyjąkała
Przytuliłam ją z całych sił, a potem pozwoliłam, żeby wpiła się w moje usta swoimi ustami. Smakowała mnie długo i namiętnie, w końcu musiałam odepchnąć ją siłą, bo zwyczajnie by mnie udusiła.
- A ja – upomniał się Adam z przekąsem
Majka podeszła do niego i wdzięcznie pocałowała w usta
- Za nim też tęskniłaś? – zapytał
Dopiero teraz zauważyłam, że dłoń dziewczyny masuje krocze mojego męża.
- Bardzo – odparła szeptem
- Poczekaj na mnie pod prysznicem – rzucił do niej
Majka spojrzała na mnie przez ramie. Uśmiechnęłam się kiwając głową. Obje wiedziałyśmy, że my na przywitanie potrzebowałyśmy więcej, niż chwila pod prysznicem.

Pół godziny później, przebrana w szlafrok i gotowa do kąpieli weszłam do łazienki. Podeszłam do wanny i odkręciłam wodę. Szybko zrzuciłam szlafrok i z rozkosznym uśmiechem na twarzy podeszłam do kabiny prysznica z którego dochodziło łagodne posapywanie Adama. Rozsunęłam szklane drzwi po cichu, tak aby żadne z nich tego nie zauważyło. Jeśli zauważyli, zignorowali to zupełnie. Majka klęczała przed Adamem, a on przytrzymując dziewczynę za włosy wbijał członka w jej rozwarte usta coraz szybciej i głębiej. Błyszczące wilgotne oczy przekonywały mnie dobitnie, że sprawia jej to nie mniejszą rozkosz niż jemu. Rękoma masowała mu przy tym uda, brzuch i piersi potęgując przyjemność mężczyzny. Chwilę później Adam odepchnął jej głowę i ujmując członka w dłoń osiągnął wspaniały orgazm wlewając nasienie prosto w usta Majki. Dziewczyna wysunęła języczek i przyjęła na niego wszystko to co wyciekło z penisa mojego męża. Kiedy było już po wszystkim otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Potem oblizała żołądź i powoli przełknęła jego soki. Ani na chwilę nie oderwała ode mnie swojego wzroku, delektując się faktem, że z rozkoszą patrzę na to co robi. Uśmiechnęłam się do niej i zamknęłam drzwi pozwalając dziewczynie na dalsze pieszczoty.

Po kolacji usiadłyśmy z Majką w kuchni, rozmawiając i plotkując niemal do północy. Pozwoliłam jej zmyć naczynia dopiero rano, co wielce ją uradowało. Siedząc naprzeciwko mnie i popijając sok wpatrywała się we mnie z taką tęsknotą, że aż zrobiło mi się jej żal. Piękna mała suczka. Była zupełnie sama przez dwa tygodnie. Postanowiłam delikatnie podsycić jej tęsknotę, więc opowiedziałam jej ze szczegółami o Kiri i o tym do czego służyła nam przez ten czas. Ledwie to zauważyłam, ale mogłabym przysiąc, że przez ułamek sekundy zobaczyłam w jej oczach łzy. Łzy zazdrości.

Weszłam po cichu do sypialni i zapaliłam lampkę przy łóżku. Adam spał jak zabity. Zrzuciłam koszulkę i stanęłam przed lustrem. Uwielbiam lustra. Uwielbiam przyglądać się sobie w lustrze. Z każdym dniem byłam coraz śliczniejsza. Z każdym dniem coraz bardziej byłam w stanie zrozumieć mężczyzn i kobiety, które dostawały ścisku serca na mój widok. Chciałam czerpać i czerpałam z tego tyle, ile mogłam.
Wskoczyłam do łóżeczka i przeciągnęłam się na chłodnej jedwabnej pościeli. Potrzebowałam takiego wypoczynku od dawna. Leniwie uniosłam nogi do góry i prostując je potarłam jedną o drugą. Drzwi cicho pisnęły i do pokoju weszła Majka, podeszła do mnie zatrzymując się na szczycie łóżka. W zupełnej ciszy wpatrywała się w moje nóżki, a chwilę później jej oczy zrobiły się szklisto wilgotne. Nie chciałam dłużej czekać, jednocześnie nie potrafiłam przestać podziwiać tego, jak widok mojego nagiego ciała powoduje wrzenie krwi w jej żyłach. W końcu delikatnie kiwnęłam głową wskazując dziewczynie swoje dwa zgrabne skarby. Nie czekając sekundy dłużej wczołgała się na łóżko i dopadła wilgotnymi ustami do moich łydek, stóp i ud. Czułam jej pocałunki dosłownie wszędzie. Nie ominęła ani jednego centymetra ciała poniżej pasa. Kiedy w końcu zbliżyła się do mojego kwiatuszka rozłożyłam szeroko nogi i położyłam je na łóżku po obu stronach dziewczyny. Jej usta objęły moje płatki, a języczek wślizgnął się między nie i zatonął głęboko w słodkiej wilgoci.
Przez pół nocy Maja nie oderwała ust od mojego ciałka. Zaspokoiła mnie niezliczoną ilość razy, zanim opadłam bez sił, wycieńczona krzykiem, jękami i spazmami rozkoszy. Dopiero przed świtem powoli, ale zdecydowanie odepchnęłam jej buzię od mojej pupy i uspakajając oddech wyciągnęłam się wygodnie na łóżku. Majka zsunęła się w dół i wtuliła usta w moje stopy. Kochane maleństwo. Zawsze była świadoma tego, czego od niej wymagam. A okazywania uległości i posłuszeństwa poprzez całowanie moich stóp, wymagałam od niej bezwzględnie. Kiedy skończyła, zeszła z łóżka na podłogę i ułożyła się na swoim posłaniu. Zapadła słodka cisza. Zgasiłam lampkę i odwróciłam się na brzuszek. To był naprawdę ciężki dzień. Długi lot z Egiptu doprowadził mnie niemal na skraj wytrzymałości . Potem godzina oczekiwania na wydanie bagażu, aż w końcu nieznośny tłok przed terminalem. Niemal płaczem wymusiłam na Adamie obietnicę omijania szerokim łukiem lotów czarterowych. Obiecał, że nigdy więcej. Opuściliśmy lotnisko w godzinach szczytu, więc już po kilku minutach dopadły nas korki. Do domu jechaliśmy prawię godzinę. Zgroza i rozpacz. Na szczęście w domku czekała już Maja. Najukochańsza dziewczynka na świecie. Piękna młoda panienka o urodzie aniołka, nieziemskim ciałku i ustach miękkich i czułych jak jedwab. Cud natury. Chodzący na smyczy skarb.
- Maja – zawołałam ją
Dziewczyna uniosła się z posłania i podeszła do mnie. Odwróciłam się na bok i spojrzałam w jej słodkie oczka.
- Jesteś na mnie zła? – zapytałam - Jesteś zła, że pozwalałam Kiri na to, od czego mam ciebie?
- Nie. Nie jestem – odparła cichutko.
- Nie bądź. Jesteś moim aniołkiem. Ukochanym zwierzątkiem, ale inne też chcą jeść i pić z mojego nocniczka.
- Rozumiem – szepnęła i spuściła wzrok.
Była skarcona i smutna. Zrobiło mi się żal, ale to i tak niczego nie zmieniało. Już dawno postanowiłam coś z nią zrobić.
- Kocham cię psiczko – powiedziałam głaszcząc ją po policzku.
Pochyliła głowę i ucałowała moją dłoń.
- Kocham cię, ... moja Pani – wyjąkała
Czułam jak wilgotnieją mi oczy, a żołądek zaczyna się kurczyć.
- Uciekaj na miejsce – rozkazałam szybko, nie chcąc, żeby zobaczyła moje łzy.
Majka powoli wycofała się i ułożyła na swoim posłaniu.
Kochała mnie całym sercem, tego byłam pewna. Odwzajemniałam jej uczucie z taką samą pasją i namiętnością, tylko okazywałam to w inny, właściwy dla naszych relacji sposób. Ona była moim zwierzątkiem, moją suczką, przedmiotem do dawania rozkoszy, posłuszną zabawką i prywatną własnością. Ja byłam jej Panią, właścicielką, Boginią, całym jej życiem. Ale przyszedł czas, kiedy trzeba było wyrzucić zużytą szmatkę i użyć nowej. Majka doskonale o tym wiedziała. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że zanim to się stanie, zażądam od niej rzeczy, które były nawet dla niej, nie do pojęcia. Kochała mnie ponad swoje życie. I zamierzałam daleko przekroczyć tę granice.

***

Od samego rana Pani Julia Borduex nie opuściła głównej sali nawet na chwilę. Zarządzała i ustawiała, poprawiała i doglądała wszystkiego co zrobiliśmy. Chłopcy bez przerwy donosili kolejne stoły, fotele, kanapy i inne dziwne meble których, szczerze mówiąc nigdy wcześniej na oczy nie widziałam. Domyślałam się jednak ich przeznaczenia. Te myśli wywołały u mnie strach, ale i swego rodzaju ciekawość. Były tam dyby, w których więziło się i torturowało ludzi, były krzesła przypominające te w gabinecie ginekologa, były stoły z uchwytami do unieruchamiania rąk i nóg, było również całe mnóstwo innych przyrządów i urządzeń. Wszystkie mogły być i zapewne były używane do wymyślnych zabaw seksualnych.
W południe, ja i większość dziewczyn wzięłyśmy się za rozstawianie pierwszych porcelanowych zastaw, tac i koszów z owocami. W kuchni kilka panienek uwijało się jak w ukropie. Palniki syczały, piekarniki mruczały, noże brzęczały, a szampan i inne trunki chłodziły się w lodówkach.
Dwa ostatnie dni oboje z Jaśkiem pracowaliśmy na najwyższych obrotach. Nie zamierzałam rezygnować i pozbawiać się szansy na uczciwie zarobione dwa tysiące. Trzy dziewczyny tak zrobiły. Nie dotrwały nawet do końca pierwszego dnia pracy. Dostały tylko zwrot kosztów i podziękowania Julii Borduex. Strata czasu. Zdeklarowaliśmy się wszyscy wykonać pracę i teraz nie było odwrotu. Ciężko, czy nie ciężko, topless, czy nie topless, trzeba zrobić swoje i tyle. Z Jaśkiem widziałam się może kilka minut. Oboje mieliśmy inne ośmiogodzinne zmiany, więc poza snem, pracą w kuchni, na sali, czy w holu nie robiłam zupełnie nic. Do gali zostało kilka godzin.
Razem z Justyną wbiegłyśmy do głównej sali z tacami pełnymi owoców.
- Idź w lewo – rzuciła moja nowa koleżanka, z którą od początku pracowałam na tych samych zmianach. Była młodsza ode mnie o jeden rok. Studentka z Krakowa. Miła spokojna i pracowita dziewczyna zarabiająca na czesne. Polubiłam ją.
- Mam trochę stracha – wyznała mi, kiedy wracałyśmy po następną tacę.
- Chodzi ci o bankiet?
- Tak. Sto osób, a my z gołymi cyckami. Chyba umrę.
- Nie będzie tak źle. Oczy w podłogę, nie rozglądaj się, uśmiechaj. Jakoś przetrwamy.
- Oby – uspokoiła się trochę i obje ruszyłyśmy po kolejne tace.
Z każda minuta sala zamieniała się w zastawioną po brzegi komnatę balową, przygotowaną do wielkiej rozpustnej zabawy w najlepszym wydaniu.

Pierwsi goście pojawili się dość późno, bo co najmniej godzinę po zmroku. Dostałam pierwszego tego dnia lekkiego szoku, ponieważ stanęli w drzwiach sali niemal zupełnie nadzy. Odzienie pozostawiało się w specjalnie przygotowanej do tego celu szatni. Mężczyzna miał na sobie opaskę zawiązaną na biodrach i tylko pozornie zasłaniającą przyrodzenie, oraz skórzane sandały. Kobieta „ubrana” była w dwa łańcuszki, jeden na szyi i jeden na biodrach, a na nogach miała wysokie srebrne szpilki doskonale podkreślające kształt jej smukłych łydek. Kiedy pojawiła się druga para, a chwilę za nią trzecia, zrozumiałam, że ich stroje różniły się jedynie wagą i odcieniami kolii wiszących na smukłych szyjach kobiet. Naprawdę pięknych kobiet. A i mężczyźni nie byli wymoczkami. W przeciwieństwie do Pań, Panowie w znakomitej większości byli w wieku statecznym, ale i tak ich sylwetkom nie brakowało zupełnie niczego. Gdyby nie wstyd powodowany nagością i urodą Pań, mogłyby pojawić się w mojej głowie frywolne myśli. Powstrzymałam się jednak i stając przy drzwiach uniosłam tacę z lampkami szampana częstując gości. Po kwadransie i trzech kursach do kuchni i z powrotem, razem z Justyną nadal wręczałyśmy zaproszonym kolejne kieliszki z bąbelkowym napojem.
Na sali było już grubo ponad sto osób i z każda chwilą pojawiali się nowi goście. Dyskretnie zerknęłam przez ramię. Na gali zebrała się prawdopodobnie sama towarzyska śmietanka tego miasta. Tak przynajmniej wywnioskowałam przysłuchując się rozmowom i przyglądając ich manierom. Ale już wkrótce zaczęło się picie, śmiechy, poczęstunki i pierwsze niewinne pieszczoty zakończone pocałunkami pomiędzy nierzadko obcymi sobie ludźmi. Szampan najwyraźniej zaczął działać, ponieważ Panowie coraz liczniej pozbywali się z bioder opasek, a Panie ochoczo pozwalały podziwiać swoje wdzięki, również te w najbardziej intymnych miejscach.
- Ania, leć szybko do kuchni, trzeba kroić owoce – Justyna przekazała mi polecenie prosto do ucha.
Zauważyłam, że to, co działo się na sali, również i na niej zrobiło ogromne wrażenie. W głosie dziewczyny wyczułam skrajne napięcie, a może i coś więcej. Strach? Nie. Tym czymś było podniecenie.
Kiedy ponownie weszłam na salę, niosąc srebrną tacę pokrojonych owoców, o mały włos nie wypuściłam jej z rąk. Włosy zjeżyły mi się na głowie, a nogi zadrżały (nie zwróciłam tylko uwagi na sutki, które odkryte mimowolnie stwardniały i pociemniały). Ruszyłam na koniec sali mijając stoły i skórzane kanapy, na których goście uprawiali tak wyuzdany seks, że trudno było zorientować się, jakie pozycje przyjmowały ich ciała. Minęłam trzy dziewczyny klęczące przed mężczyzną i jednocześnie liżące jego członka. Na sąsiednim stole leżała kobieta z odchyloną do tyłu głową i na zmianę przyjmowała w usta członki trzech mężczyzn. Dwóch z nich właśnie moczyło jej twarz swym nasieniem. Kolejna grupka mężczyzn uprawiała seks analny z jedną dziewczyną, szybko kończąc wytryskiem w jej pupie i ustępując miejsca następnemu Panu. Po drugiej stronie sali piękna długowłosa blondynka ujeżdżała starszego mężczyznę, a przed nimi klęczała młodziutka dziewczyna z buzią całkowicie zanurzoną pomiędzy udami kochającej się pary. Tuż obok nich, na małej sofie, dwie kobiety dawały sobie rozkosz w pozycji odwróconych szóstek. Wszystkie rogi sali przeznaczone był na bardziej wymyślne zabawy. W jednej z nich dwóch mężczyzn i dwie kobiety zaspakajały się pieszcząc swoje krocza twarzą przywiązanej do fotela dziewczyny. Jej głowa wisiała bezwładnie z siedziska, a nogi zarzucone i rozwarte na boki, przywiązane były sznurami do drewnianych gałek zdobiących mebel. Na zmianę ustawiano się nad buzią zniewolonej panienki, poczym mężczyźni gwałcili ją w usta, a następnie kobiety siadały i w spazmatycznym galopie zaspakajały swoje łechtaczki, wargi sromowe, pochwy i pupy mokrą od ich soków twarzą dziewczyny. W innym rogu, dwie młodziutkie panienki biły rzemieniem jeszcze młodszego chłopaka przywiązanego za nogi do stołu. Każde kolejne smagnięcie podniecało zarówno je, jak i jego. W końcu obie dziewczyny dosiadły chłopaka, co kilka sekund zamieniając się miejscami na jego wyjątkowo dużym członku. Trzeci róg zajęty był przez starszą parę namiętnie torturującą kobietę zakutą w drewniane dyby. Podczas kiedy mężczyzna wpychał członka do ust dziewczyny, jego (prawdopodobnie) małżonka wkładała jej w odbyt dłoń odzianą w długą lateksową rękawiczkę. W momencie, kiedy drobna ręka żony weszła do środka niemal po łokieć, mężczyzna dostał niekontrolowanego orgazmu wlewając dziewczynie dużą ilość nasienia prosto do gardła. Panienka zachłysnęła się i spora część białego płynu wyciekła z jej ust na podłogę. Widząc to, gwałcąca ją kobieta chwyciła bambusowy cienki kijek i zaczęła z całych sił bić dziewczynę po plecach jednocześnie wbijając jej dłoń jeszcze głębiej. Chwile po tym, kiedy na pociętej skórze zmaltretowanej dziewczyny pojawiła się krew, katująca ją kobieta sama dostała orgazmu. Kilka minut później było już po wszystkim, żona odłożyła kij, obeszła dyby dokoła, zbliżyła się do dziewczyny od przodu i elegancko posunęła jej odzianą w rękawiczkę rękę pod usta. Dopiero po tym, z jaką rozkoszą niewolnica zaczęła lizać dłoń swojej Pani, domyśliłam się ,że jej podobało się to jeszcze bardziej niż znęcającej się nad nią parze. W ostatnim rogu, na ogromnej pluszowej kanapie wiło się w miłosnych spazmach siedem, czy też osiem kobiecych ciał. Wszystkie pieściły się nawzajem używając do tego celu ust, języków, dłoni, sztucznych członków, świec, butelek i czegokolwiek co dało się umieścić w ich otworkach.
Na samym środku sali stały małe sofy, na których uprawiano seks we wszelkich możliwych odmianach, pozycjach, technikach, każdy z każdym, wszyscy ze wszystkimi, i w ilościach hurtowych. Alkohol lał się strumieniami i tylko nieliczni pomyśleli, żeby w przerwie pomiędzy stosunkami przekąsić kawałek owocu lub inną przystawkę. Popędziłam więc z tacą do najbliższego stołu i rozstawiłam pokrojone owoce. Zabrałam pustą tacę, odwróciłam się i szybko ruszyłam z powrotem w stronę kuchni.
I wtedy ją zobaczyłam.
Razem z partnerem weszła na salę ciągnąc za sobą dziwną aurę. Mogłabym przysiąc, że dokoła niej powietrze zaczęło iskrzyć i lekko migotać. Tak jak inne kobiety miała na sobie piękny, ale skromny naszyjnik. Złoty, nie srebrny jak ozdoby większości Pań bojących się, że podczas seksualnych akrobacji mogłyby stracić swoją biżuterię . Dziewczyna miała na biodrach luźno zapleciony łańcuszek i cieniutką bransoletkę zapiętą na prawej kostce. Wysokie złote szpilki lśniły na jej stopach, jakby były zrobione z prawdziwego kruszcu. Długie ciemne włosy opadały łagodnie do połowy placów, a czarne jak węgielki oczy taksowały wszystko dokoła. Białe jak śnieg ząbki i lekko rozchylone usta świadczyły, że ich właścicielka jest już lekko podniecona tym co działo się na sali. Oddychała głęboko i pełną piersią. Pełną i piękną. Dwie jędrne szpiczaste piersi przechodziły łagodnie w płaski wąski brzuch, dalej w okrągłe wymodelowane biodra i niewiarygodnie zgrabne, smukłe nogi pomiędzy którymi gładko ogolone łono zdawało się przyciągać wzrok silniej niż unikatowe dzieło sztuki.
Dziewczyna była wprost zjawiskowa, piękna, śliczna i wyniosła każdym centymetrem swego doskonałego ciała i nieziemskiej urody. Nazywała się Monika Meller (teraz zapewne inaczej) i cztery lata temu była moją szkolną koleżanką.

Szybko uciekłam przed jej wzrokiem, pamiętając słowa Julii Borduex dotyczące niepożądanych znajomości między obsługą, a uczestnikami gali.
Monika i ja kończyłyśmy tę samą klasę maturalną w Poznańskim Liceum. Poza tym faktem dzieliło nas wszystko inne. Pozycja społeczna i materialna rodziców, towarzystwo chłopców, którzy lgnęli do niej jak do miodu (zresztą nie mniej jak dziewczyny), jej zachowanie i charakterek, który zawsze dyskretnie wskazywał kogo akceptuje, a kto ma się trzymać z daleka, no i oczywiście uroda. Zawsze piękna, dumna i wyniosła, w porównaniu ze mną, panną „chodzącą przeciętnością”, była prawdziwą boginią. Pomimo wyraźnej niechęci i obojętnego stosunku do kolegów i koleżanek nie spełniających jej kryteriów i wymagań, nigdy nie okazała mi pogardy, czy wrogości. W szkole witałyśmy się, wymieniałyśmy kilka zdań, plotek, uśmiechów, żegnałyśmy się i każda szła w swoją stronę. Czasami jednak byłam tymi rozmowami zupełnie onieśmielona. Z wielkim trudem wytrzymywałam jej spojrzenie dłużej niż kilka sekund. I tak jak wtedy, tak i teraz jej widok wprawił moje serce w niezrozumiałe drżenie.
Kiedy wyszłam z kolejną butelką szampana ustawionego na tacy, przy Monice kręciło się już spore grono koleżanek. Mimo tego, że przyjechała z mężczyzną, dzisiaj najwyraźniej tolerowała tylko kobiety, bo faceci pomimo widocznych, czytajcie sztywnych chęci nawet nie podchodzili, lub natychmiast odchodzili z kwitkiem. Przy Monice stały trzy kobiety. Jedna z nich trzymała na smyczy czwartą, która klęczała właśnie na czworakach i tuliła się do nóg swojej Pani. Monika zerknęła na nią i uśmiechnęła się delikatnie. Zdawała się być przyzwyczajona do tego typu widoku, bo już chwile później nie zwracała na „zwierzątko” koleżanki najmniejszej uwagi. Po wymianie uprzejmości wszystkie cztery Panie i jedna „suczka” podeszły do ogromnej pluszowej kanapy, na której nadal kłębiły się ciała kilku kobiet. Panie rozsiadły się wygodnie i w ciszy czekały na rozwój sytuacji. Dziewczyny z kanapy natychmiast zaczęły obsypywać je czułymi pocałunkami, dotknięciami, delikatnymi liźnięciami i namiętnymi pieszczotami. Chwilę później ciało Moniki zatonęło między dziewczętami, które przez następną godzinę przyniosły jej morze rozkoszy.

- Co to są za ludzie? – burknęła Justyna mijając mnie i niosąc w ręku czystą błyszczącą ścierkę - Kazali mi zmywać spermę z podłogi jedwabną szmatką.
Dziewczyna podbiegła do wysokiego dębowego stołu, klęknęła na podłodze i zaczęła wycierać nasienie, które przed kilkoma minutami wyciekło z ust młodziutkiej rozłożonej na blacie dziewczyny. Czterech Panów ustawionych w szeregu wlało jej swoje nasienie prosto w rozwartą i podstawioną do tego celu buzię. Justyna zwinęła mokrą ścierkę i pobiegła z powrotem do kuchni. Kontem oka zauważyłam, jak jedna z Pań zalegających na pluszowej kanapie, przygląda się mojej nowej koleżance i cicho szepcze coś do ucha leżącej tuż obok Monice Meller. Obje uśmiechnęły się, a na ich twarzach pojawiła się mina, którą nieomylnie można było nazwać zaciekawieniem.

Właśnie pomagałam kucharce robić koreczki z żółtego sera i kawioru, kiedy do kuchni weszła Julia Borduex. Podeszła do Justyny i wymieniła z nią kilka zdań. Dziewczyna zdawała się przez chwilę rozważać to, co właśnie usłyszała. W końcu kiwnęła głową i odkładając tacę ruszyła za Julią. Zanim wyszła na salę zerknęła na mnie wymownie. Wydawało mi się, że Justyna nie była pewna, co do słuszności podjętej przed chwilą decyzji. W jej oczach wyraźnie malował się strach, a to wystraszyło również i mnie.
Układanie koreczków zajęło mi kilka minut, ale kiedy wyszłam na salę sytuacja tutaj nie wiele się zmieniła. Gro gości nadal zajęte było szalonymi ekscesami i tylko nieliczni odpoczywali przy kieliszku szampana, czy też przekąszając soczysty owoc. Ruszyłam z tacą w kierunku końca sali, natykając się po drodze na dobrze już podpitego mężczyznę, który bezceremonialnie zaczął całować moje nagie piersi. Krzyknęłam na niego, ale mój głos zatonął w oceanie podobnych wrzasków, pisków, jęknięć i westchnień.
- Masz takie piękne usteczka, – powiedział odrywając się na sekundę od mojego ciała – chcę cię w nie kochać.
Oczy niemal wyszły mi z orbit.
Na szczęście natręt został odciągnięty na bok przez zupełnie obcą kobietę, która natychmiast podstawiła mu swoje piersi do całowania, a potem klęknęła przed mężczyzną i oddała mu swoje usta. Ruszyłam dalej, a chwilę później zauważyłam Justynę. Siedziała na łożu wśród innych kobiet, które z wyraźnym zainteresowaniem rozmawiały z nią jednocześnie głaszcząc po włosach, ramionach i piersiach. Monika Meller leżała tuż obok na miękkiej poduszce i dotykała samą siebie, rozkosznie wyginając ciałko w łuk. Cały czas przyglądając się „nowej”, powoli rozsunęła nogi. Kilka dziewcząt objęło Justynę i lekko popchnęło jej głowę w kierunku pobudzonego już łona Moniki. Justyna, wyraźnie wystraszona i zdezorientowana jeszcze bardziej podniecała ogień w oczach czarnowłosej piękności.
Pierwszy pocałunek przeszył ciało Moniki niekontrolowanym dreszczem, a drugi rozpalił ją do czerwoności. Osunęła się niżej i szeroko rozłożyła nóżki kładąc stopy na plecach Justyny i dociskając jej usta do swojej cipki. Dwie kobiety siedzące z boku, delikatnie, ale pewnie trzymały dziewczynę za obje ręce i wyginając je do tyłu uniemożliwiały oderwanie buzi od krocza Moniki. Po kilku szarpnięciach i próbach oswobodzenia Justyna poddała się, powoli wysunęła język i zaczęła delikatnie lizać czerwone już i wilgotne wargi sromowe Moniki doprowadzając ją wkrótce do głębokiego spazmatycznego orgazmu.
Pozostawiłam koreczki na stole, tuż obok całego zajścia. Nie zapomniałam oczywiście odwrócić głowy w sposób uniemożliwiający rozpoznanie. Wróciłam do kuchni, wzięłam nową tacę z przekąskami i ponownie wybiegłam na salę. Tym razem pluszowe łoże było puste. Zabawa przeniosła się teraz na stół, z którego zrzucono moje koreczki i na którym ułożono Justynę przywiązując jej ręce do drewnianych nóg. Zupełnie naga, leżała na plecach i właśnie zaczynała płakać. Jedna z dziewcząt, wysoka piękna blondynka, weszła na stół i stanęła w rozkroku nad głową Justyny przyglądając się jej przez chwilę. W końcu kucnęła i z głośnym westchnieniem usiadła mojej przyjaciółce na buzi. Kilka sekund podskakiwania, ocierania i galopowania kroczem po twarzy Justyny zupełnie wystarczyło, aby szczytowała z głębokim jękiem i szerokim uśmiechem na ustach. Chwilę później jej miejsce zajęła kolejna kobieta, która bez zastanowienia zatopiła usta, język i nosek dziewczyny pomiędzy swoimi pośladkami. Przez ponad godzinę Panie masturbowały się twarzą Justyny, która na zmianę szlochała i krztusiła się obfitymi sokami, chcąc jak najlepiej wypełnić polecenie kobiet.
Kiedy wszystkie były już zaspokojone, do stołu podeszła Monika. Rozkosznie i nieporadnie weszła na stół i stanęła w rozkroku nad zmaltretowaną buzią Justyny. Odwróciła się do tyłem i wypinając pupę kucnęła jej nad twarzą. Widziałam teraz każdy najdrobniejszy szczegół wypiętych intymności, które zatrzymały się kilka centymetrów od ust Justyny.
Monika powiedziała coś, czego nie usłyszałam. Justyna pokręciła głową, a wtedy moja stara znajoma sięgnęła dłonią pomiędzy nogi i silnie uderzyła ją w twarz. Dziewczyna jęknęła i wybuchła płaczem. Drugie uderzenie również wymierzone było w policzek. Justyna zalała się łzami, ale powoli wyprostowała głowę i otworzyła usta. Najszerzej jak potrafiła.
A potem Monika Meller oddała w nie mocz.

***

Kolejny raz siusianie dało mi sporo przyjemności. A robienie tego w usta młodej dziewczyny potęgowało przyjemność bezgranicznie. Zerknęłam w dół i upewniwszy się, że panienka przełknęła moje soczki, podtarłam się jej wymęczoną buźką. Ochłonęłam lekko, zeszłam ze stołu i postanowiłam napić się szampana.
I wtedy ją zobaczyłam.
Stała naprzeciwko mnie, trzymając w rękach srebrną tacę. Zamyślona, zszokowana, niemal zahipnotyzowana tym, co zobaczyła. Bo zapewne widziała wszystko, co do tego nie miałam wątpliwości. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niej, jak by nigdy nic.
- Cześć perełko – odezwałam się nazywając ją tak, jak za dobrych szkolnych czasów. Nie mogła tego zapomnieć, przecież minęły dopiero cztery lata.
- Dobry wieczór – wyjąkała – eee, znaczy ... no, cześć.
- Pytanie „Co tu robisz?” będzie chyba idiotyczne. Odłóż tę tacę i chodź, porozmawiamy trochę.
- Muszę pomóc koleżance – wymamrotała pod nosem wskazując na dziewczynę, w usta której właśnie się załatwiłam.
- Da sobie radę. Dostała za to cztery tysiączki. Krzywda jej się nie stała. Chodź.
Wzięłam Anię pod rękę i przysiadłyśmy się do najbliższego wolnego stolika.
Ania Kwiecień. Kto by pomyślał? Była świetną uczennicą. Wszystkie dziewczyny zazdrościły jej ocen i ciągłych pochwał, od których tak ślicznie się rumieniła. Porządna, zawsze zadbana, skromna, moja ulubiona klasowa maskotka. No, a teraz? Cudeńko. Jeszcze ładniejsza niż w liceum, chociaż i wtedy niczego perełce nie brakowało. Popatrzyłam na jej zgrabne piersiątka, co zawstydziło ją rozkosznie. Roześmiałam się.
- Napij się ze mną – wzięłam dwie lampki szampana ze stołu i wręczyłam jedną Ani.
- Nie mogę – wyjaśniła spokojnie – w pracy jestem, przecież wiesz.
- Przestań Ania, – stuknęłam lampką w jej szklaneczkę – zapewniam cię, że Julia nie powie ci nawet słowa. Chcesz się założyć?
Ania spuściła wzrok i siorbnęła szampana tak szybko, jakby to było przestępstwo karane chłostą.
Zadrżałam z rozkoszy na samą myśl o karaniu jej w ten sposób.
- Opowiadaj – rzuciłam udając zainteresowanie,
Rozsiadłam się wygodnie na fotelu przyjmując pozycję doskonale wyuczoną przez lata praktyki. Zanim Ania się odezwała minęło dobrych kilka minut, podczas których nie oderwała ode mnie wzroku ani na sekundę, a jej oczy pięknie się zaszkliły. Zdawałam sobie sprawę z tego, jak wyglądam, i że jest to właściwy sposób na zarzucenie przynęty. Jednak przy tej dziewczynie nie byłam tego tak pewna. Może to błąd. Może powinnam podejść do niej zupełnie inaczej. Tak, czy siak, byłam nią naprawdę zauroczona.
I podjęłam decyzję. Właśnie w tym momencie zaczęło się moje życiowe polowanie, chociaż jeszcze nie dotarło to do mnie całkowicie.

- Krótko mówiąc, nieciekawie – stwierdziłam dobitnie po wysłuchaniu jej przydługiej opowieści – Pracy nie macie oboje, mieszkania też, a do ślubu tylko pół roku. Ania, obsługując bankiety niczego nie zmienisz. Musisz znaleźć stałą pracę.
- Wiem.
- Mimo tego, że jak widzę, nie śpieszy cię się do tego ślubu.
- Zupełnie nie śpieszy.
- Mi też się nie śpieszyło, ale trafił się odpowiedni facet, to trzeba było brać. – roześmiałyśmy się obje.
- I jesteś szczęśliwa?
- Perełko, oczywiście, ze jestem. Mam rodzinę, przyjaciół, wspaniały dom, mąż robi interesy po całym świecie, więc pieniędzy nam nie brakuje, poza tym Adam jest świetnym facetem. Czasami aż, zbyt świetnym. – znów się roześmiałyśmy.
Rozejrzałam się po sali i odnalazłam męża wśród trzech panienek przyssanych do jego członka.
- Tam jest ten łobuz – wskazałam go Ani i parsknęłam na widok jej miny.
- Lubicie takie imprezy?
- Tak perełko, lubimy. Widziałaś, żebym była niezadowolona?
- Nie
- No właśnie. Te gale są po to, żeby być na nich zadowolonym. Jeśli ktoś nie radzi sobie z dzieleniem się partnerem, nikt go do tego nie zmusza. Zresztą to nie jest kwestia radzenia sobie ze zdradą, bo tu nikt nikogo nie zdradza. Dajemy sobie troszkę cielesnych przyjemności i tyle. Będę kochała Adama tak samo, czy te dziewczyny zrobią mu dobrze, czy nie.
- Wiem, ale to dość... nietypowe.
- Co na przykład?
- Na przykład siusianie dziewczynie w usta.
- Myślisz, że to coś złego?
- Nie wiem.
- Aniu, naprawdę nie zrobiłam jej krzywdy. Zaproponowałyśmy jej zabawę, dobrze płatną, zgodziła się bez słowa. Poza tym dostała to, o czym inne tylko marzą - znów roześmiałam się na głos – Mówię poważnie.
Zauważyłam, że te słowa zrobiły na niej spore wrażenie. Widziałam drżenie jej rąk, ale wiedziałam, że absolutnie nie czuła do mnie niechęci. To co usłyszała, bardziej ją zaciekawiło niż zaszokowało. Mogłabym się założyć, że jej zainteresowanie moją „skromną” osobą rosło z minuty na minutę. Ku mojemu zadowoleniu, częściej patrzyła mi w oczy, niż na podłogę, i chodź szybko ją to peszyło, starała się jak mogła. To był dobry znak, i bardzo mi się to spodobało. Bardzo. Dziewczyna była naprawdę cudowna. Miła, grzeczna i mądra. Czyżby idealna? To całkiem możliwe. Ale żeby się o tym przekonać, musiałam zaryzykować.
- Ania, chcę ci coś zaproponować – przerwałam milczenie.
Dziewczyna wyrwała się z zamyślenia i spojrzała na mnie uważnie.
- Chcę przyjąć cię do pracy – kontynuowałam – Kilka dni temu zrezygnowałam z dziewczyny, która zajmowała się domem. Przejmiesz jej obowiązki. Nie jesteśmy z Adamem uciążliwi, więc nie będziesz miała dużo pracy. Sprzątanie, pranie, gotowanie, plus kilka innych obowiązków. Zwolniłam również ogrodnika, więc możesz zaproponować Jasiowi, żeby do ciebie dołączył. Dostaniesz pokoik, utrzymanie i pieniążki. Przyjmę cię na trzy miesiące. Jeśli się sprawdzisz, zostaniesz znacznie dłużej. – napiłam się szampana i przyjrzałam się uważnie reakcji dziewczyny. Nawet nie mrugnęła. - Nie czekam na twoją odpowiedź, bo to nie była propozycja. Rozumiesz Aniu?
- Tak.
- Wracaj teraz do pracy. Julia da ci nasz adres, a jutro rano będziesz mogła zacząć służbę.

Już świtało, więc razem z Adamem powoli pożegnaliśmy się ze znajomymi, a chwilę później poszliśmy do szatni. Ubraliśmy się i zmęczeni ruszyliśmy do wyjścia. Tuż przed drzwiami podeszła do nas Alicja ze swoją „suczką” prowadzoną na smyczy. Dziewuszka była już wyraźnie wykończona, bo ledwie stała na czworaka przy nodze swojej Pani.
- Uciekacie? – zapytała Ala, zresztą niezbyt błyskotliwie
- Tak – odparłam
- My z Ninką też zaraz jedziemy do domku. Potrzebuję gorącej kąpieli. Będziesz Panią kąpała Ninka? – Ala zerknęła w dół potrząsając smyczką.
- Tak, proszę Pani.
- Milutka ta twoja Ninka – wtrąciłam
- Bardzo milutka – zachichotała Alicja – Jak chcesz, to ci ją pożyczę.
- Nie, na razie dziękuję. Za trzy miesiące następna gala. Wtedy przyprowadzę swoje zwierzątko, to się wymienimy.
- Masz swoją suczkę? – zapytała żywo zainteresowana
- Jeszcze nie, ale kandydatka nie może się już doczekać.
Komentarze (0)

Podobne opowiadania
OceńOceńOceńOceńOceń
Śr. 5.00 z 2, 4059 wyświetleń
Dodano: 19.05.2012 13:00
Witam. W tym opowiadaniu opiszę moją wycieczkę pod namiot, która miała miejsce w ostatnie wakacje. Zacznę może od tego, że w moje 19 urodziny pojechałam z koleżanką z uczelni pod namiot. Jako miejsce campingu wybrałyśmy dobrze znaną nam polanę, która mieściła się na wsi, kilkanaście kilometrów od Warszawy. Ja i Magda, bo tak miała na imię koleżanka, jesteśmy atrakcyjnymi blondynkami. Ona jest trochę wyższa i ma mniejszy biust. Nigdy nie fascynowałam się nią specjalnie...
OceńOceńOceńOceńOceń
Śr. 5.00 z 1, 1830 wyświetleń
Dodano: 19.05.2012 07:00
Umowilam sie na spotkanie z moim Panem. Byl cieply sloneczny dzien.Pan podjechal pod moj dom. Wsiadlam do auta. Witam.Pan odburkna pod nosem wiedzialam ze mial zly dzien ale to nie moja wina. Wyjechalismy za miasto. Pan wsunal mi reke do majtek. Zrobilam sie mokra jednak mijajace auta sprawily ze czulam zawstydzenie. Nagle Pan zjechal na ubocze wysiadl z auta zrobilam tak samo.Chwycil mnie za kark i zmusil do obciagania.Wepchnal gleboko w gardlo dlawilam sie .Dostalam w twarz Pan wsadzil go gleboko...
OceńOceńOceńOceńOceń
Śr. 3.00 z 2, 4819 wyświetleń
Dodano: 10.05.2012 18:00
Witajcie ! :) Dzisiaj chcę wam opowiedzieć coś co wydarzyło mi się na wakacjach ubiegłego roku. Mam na imię Natalia i mam 18 lat, mieszkam w Warszawie i nie mam jeszcze chłopaka. Pewnego dnia musiałam pojechać do cioci Eweliny która mieszkała w Płocku. Kiedy dotarłam na miejsce przywitałam się z ciocią oraz z mieszkającą u niej moją kuzynką Weroniką. Weronika miała 19lat była brunetką niskiego wzrostu, była szczupła oraz miała średniej wielkości piersi. Miałam tam...