Stałam na przystanku. Autobus jak zwykle się spóźniał, a ja byłam coraz bardziej wściekła. Nie znoszę się spóźniść, a byłam umówiona z mamą na szóstą - zegarek pokazywał za piść.
- Nie ma szans - pomyślałam - znowu będzie gadanie, że jestem niepunktualna.... O kurwa.... ale maszyna.
Jak zwykle, gdy widziałam niezły motor odwracałam za nim głowę... Tym razem zrobiłam to powoli, śledząc z zachwytem cudowną sylwetkę Harleya...
Dojechał do ronda i zawrócił... Znowu zawrócił i zatrzymał się tuż przy mnie.
- Podwieść Cię gdzieś?
Nie wahałam się ani sekundy.
- Jasne. Jakbyś mógł to na Chopina.
- Spoko. Wsiadaj.
Włożyłam kask, usiadłam na motorze i objęłam kierowcę w pasie. Moje marzenie się spełniło. Jechałam Harleyem... Reszta była nieważna. W pewnym momencie zaskoczyłam co robię. Przecież ja nie znam tego faceta, tyle się teraz słyszy o różnych bandytach... Co tam... Jakoś dam sobie radę.
Harley zatrzymał się na przystanku, chłopak się odwrócił i zapytał:
- A tak dokładnie to gdzie?
- Pod tamten różowy blok...
Pojechalimy. Zsiadłam i oddałam mu kask.
- Mieszkasz tu?
- Nie, przyjechałam do mamy, mam jej podłączść kamerę do kompa.
- O której wracasz?
- Za jakieś dwie godziny...
- To zatrzymaj kask. Przyjadę po Ciebie, pa.
- Pa.
Zdziwiona, ale ucieszona straszliwie pomachałam mu ręką. U mamy streszczałam się strasznie, żeby tylko zdążść. Kochany komputerek, ani razu się nie powiesił. Dokładnie po dwóch godzinach zeszłam na dół. Był, czekał.
- Wskakuj.
Założyłam kask i pojechali?my. Nie pytałam gdzie jedziemy, bo po co. W domu nikt na mnie nie czekał, był ciepły letni wieczór w dodatku piątek. Do pracy szłam dopiero w poniedziałek i wiedziałam, że w weekend mogę poszalść. Jechaliśmy poza miasto. Zatrzymał się na jakiś leśnym parkingu. Chciałam zsiąść, ale mi nie pozwolił. Zdjął mi kask. Rozpiął kurtkę i ściągnął koszulkę. Nie broniłam się. Ten motor, upał, las... To wszystko razem sprawiało, że po rozsądku w mojej głowie nie został najmniejszy ślad. Za to dokładnie czułam, że mam ochotę na tego faceta. Nie ważne kim jest, jak wygląda. Chcę go tu i teraz. Wyczuł to, a na pewno zauważył. Nie ściągając rękawic, zaczął bawść się moimi piersiami. Chropowaty dotyk skóry, lekki wiatr... Jęknęłam... Drugą dłoń położył mi na udzie i powoli przesuwał do góry. Uśmiechnęłam się.
-Bogu dzięki - pomyślałam - że mam zupełnie nieprawidłowy jak na motor strój.
Podciągnął mi spódniczkę i położył. Rozpiął szybko spodnie i pokazał mi gestem, że mam na nim usiąść. Podniecało mnie najbardziej w nim chyba to, że nic nie mówił i był ubrany. W sumie jedyne, co widziałam, to jego potężny, błyszczący purpurowy wojownik. Usiadłam na nim. Był tak wielki, że nie chciał się zmieścść w moją małą dziurkę. Chłopak chwycił mnie za biodra i mocno pchnął w dół. Ból jaki poczułam, za chwilę zmienił się w cudowną rozkosz. Moje włosy wplątywały się w zamek od jego spodni, czułam, jak przy każdym ruchu wyrywa mi ich coraz więcej... Czułam spływającą krew...Mimo to moje ruchy, były coraz szybsze i gwałtowniejsze. Ten ból był tak cudowny. Nagle wyrwał ze mnie swojego żołnierza i pochylił mi głowę. Z rozkoszą wzięłam go w usta. Ssałam, lizałam, całowałam. Moje usta obejmujące jego drzewo przesuwały się w górę i w dół. Eksplodował. Jego soki zalały mi usta. Smakował jak jakiś egzotyczny owoc - cierpko i równocześnie słodko. Jak już wylizałam go do ostatniej kropelki, schował go z powrotem. Rzucił mi koszulkę i powiedział:
- Ubieraj się. Jedziemy.
Byłam zła. Jak zawsze, gdy facet był egoistą i myślał tylko o sobie.
- Masz swoją wymarzoną przygodę - myślałam.
Ale ubrałam się grzecznie i wsiadałam na motor. Po dwóch godzinach byliśmy nad morzem... Przeliczyłam w myślach pieniądze. Szaleństwo, szaleństwem, ale muszę gdzieś spać, coś zjeść, jakoś wrócić do domu, a facet myśli tylko o sobie... Miałam jakieś 200 złotych. Ok. Nawet biorąc pod uwagę, że jest pełnia sezonu, to mi wystarczy. Podjechali?my do promenady. Zaparkował swoją maszynę. Zsiedliśmy. Zdjęłam kask.
- Głodna?
- Nie.
- Zmęczona?
- Nie.
- O widzę, że ktoś fochy strzela. No fakt, masz powody. Mi było dobrze, ale Tobie chyba nie do końca. Zwłaszcza, że spódniczkę masz całą we krwi.
Spojrzałam. Cholera, faktycznie, to przez tez zamek. Wyrywał mi włosy razem z cebulkami i taki jest efekt. Nawet nie próbowałam ukryć wściekłości.
- Chcę wracać do domu.
- Zaraz. Chodź, zobaczymy, czy mogę jakoś poprawić Ci humor.
- Nie chcę. Nie potrzebuje. Sama sobie dam radę.
Zaczął się śmiść.
- O nie, tak dobrze, to nie ma. Jestem Twoim Panem aż do niedzieli i masz się słuchać.
- Nie.
Wzruszył ramionami i po prostu przerzucił mnie przez ramię i zaczął nieść.
- Puszczaj!
- A będziesz grzeczna?
- Puszczaj!
- Dopóki nie obiecasz, że będziesz grzeczna.
- No dobra.
Ledwo mnie postawił na ziemi, dostałam klapsa i to takiego solidnego.
- Nie lubię kobiet, które mi się przeciwstawiają, zapamiętaj to sobie - wycedził.
Wziął mnie za rękę i pociągnął.
- Pięknie, kurwa, pięknie - pomyślałam - Masz za swoje, ciekawe jak z tego wybrniesz wariatko. To jakiś sadol, dostaniesz wpiernicz i będziesz miała. Gdzie on mnie prowadził. Przecież ja nie mam tyle szmalu!
Byliśmy w najdroższym hotelu, a on właśnie ciągnął mnie do hotelowego sklepu.
- Nie możesz tutaj się tak pokazać.
- Mi to wisi, a Ciebie i tak nie widać, bo ciągle nosisz ten kask.
Uderzył mnie znowu.
- Nie pyskuj.
Kupił mi dwie śliczne i cholernie seksowne sukienki, bieliznę, szpilki, perfumy, kosmetyki. Ale to on wybierał. Za każdy protest dostawałam klapsa i to w dodatku był na tyle perfidny, że zadzierał mi spódnicę i wymierzał go na goły tyłek. Moja w?ciekłość była coraz większa. Ale już nic nie mówiłam. Kombinowałam tylko jak tu zwiść. Ale nie miałam szans. Nie zostawił mnie samej ani na chwilę. Wyszliśmy ze sklepu i podeszliśmy do recepcji. Wziął klucz i pojechaliśmy do pokoju. Wepchnął mnie do środka i kazał czekść. Usłyszałam chrobot klucza w zamku. Podbiegłam do okna. No tak nie ma balkonu. Zaczęłam płakać. W końcu zasnęłam. Obudził mnie śmiech. Nade mną stało dwóch chłopaków. Jeden z nich wziął mnie na ręce. Zaniósł do łazienki. W wannie było pełno piany. Wsadził mnie tam i zaczął delikatnie myć. Drugi w tym czasie karmił mnie jakaś wymyślną potrawą. Byłam przerażona. Nie wiedziałam, jak mnie za to ukara mój prześladowca.
- Nie bój się Kasiu.
- Skąd wiesz jak mam na imię?! Ja chcę do domu! Wypuśćcie mnie! Zaczęłam znowu płakść.
- Nigdzie na razie nie pojedziesz. Mój prześladowca stanął przy wannie. Zaczął się rozbierść. Buty, skarpetki, spodnie, majtki, koszula... i kask.
- Ty skurwysynu, ty gnoju ty...
- No Kaśka, nie przesadzaj...
Patrzyłam na twarz swojego dobrego kumpla. Moja wściekłość aż kipiała.
- W końcu tylko ja wiem jak Cię ujarzmić, ty wyzwolona kobieto.
Tych dwóch chłopaków już nie było. Wszedł do wanny i przyciągnął mnie do siebie. Wiedział skubany, że zawsze miałam do niego słabość. Zaczął mnie całować. Spacyfikował mnie w ciągu kilku sekund. Pokrywał pocałunkami każdy centymetr mojego ciała wystający nad poziom wody. Jeden z chłopaków wszedł i zaczął go myć. Grzesiek całował mnie dalej. Po chwili zaskoczona zauważyłam, że ten chłopak całuje Grześka. Wyszliśmy z wanny. W pokoju na olbrzymim łóżku leżał ten drugi. Był zresztą tak samo jak Grzesiek i ten z łazienki po prostu boski. Położyliśmy się. Grzesiek całował moją twarz, szyję, biust, moim kwiatem zajął się ten drugi. Był taki delikatny. Całował mnie, lekko gryzł, jego języczek buszował po płatkach mojej róży i delikatnie wsuwał się co raz w moją szparkę. Czułam jak moje sok zalewające mi moją dziurkę tworzą już nie wilgotną jaskinię, ale mroczne, gorące jezioro. Słyszałam przyśpieszony oddech mojego kumpla i tak bardzo pragnęłam, żeby mnie posiadł. Zdążyłam tylko o tym pomy?lść, jak Grzegorz odsunął ich i wszedł we mnie.
Tym razem nic nie bolało. Był tak cudownie delikatny. Kochali?my się coraz szybciej i mocniej. I znowu wyszedł ze mnie tuż przed szczytem. Uderzył mnie w twarz.
- Co suko, myślałaś, że Ci się uda?
Uderzył mnie jeszcze raz.
- Ty dziwko, nie wiesz, że swojemu Panu nie wolno wymyślać, ty kurwo, ty szmato, ty podnóżku...
Każdemu słowu towarzyszyło uderzenie.
- Bierzcie ją, daję ją wam - Grzesiek odwrócił się do stojących obok łóżka chłopaków. Jeden z nich wszedł we mnie i zaczął mnie rżnąć. Drugi klęknął nad mojej twarzy i wsadził mi swojego kutasa w usta. Próbowałam ich odepchnąć.
- Uspokój się szmato. Bo znowu dostaniesz, ale tym razem naprawdę porządnie. Rób co Ci każą.
Najbardziej przerażał mnie fakt, że mnie to naprawdę podniecało. Chłopcy zaczęli dochodzść... Ja też w momencie kiedy ich lawa mnie zalała... Moje ciało przeszył dreszcz, a w czaszce eksplodowała błyskawica rozkoszy.
- Co, dobrze Ci było? - usłyszałam drwiący głos. Głos kogoś, kto był moim przyjacielem, a kto mnie ujarzmił i zrobił ze mnie swoją niewolnicę.
- Tak Panie - opowiedziałam, wiedząc, że od tej pory zawsze będę tak do niego mówić...